poniedziałek, 8 stycznia 2018

Poranny mróz i wieczorne rozmowy





Sunia Elziczka na podwórzu. Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)




Sunia Zoja w swoim boksie. Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)

Dzisiaj w moim aparacie fotograficznym znalazło się kilkanaście zdjęć naszych psiaków i otaczającego Nasze Wilkowisko krajobrazu zimowego. Tak, właśnie tak… W nocy siarczysty mróz ścisnął nasze samochody, zamienił w lód wodę w pojemnikach do picia dla naszych psiaków, pobielił drzewa, dachach domów i samochodów.
 Nasze Wilkowisko. Widok z podwórza na pole. 
Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)

Pole. Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)




Wieczór to dobra pora dnia, aby „pogadać” z  naszymi psiakami….



piątek, 10 listopada 2017

Gawęda jak nasze psy i koty: Zielona piłeczka (krótki seans filmowy)

Gawęda jak nasze psy i koty: Zielona piłeczka (krótki seans filmowy):    Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)                  Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)   Foto: Mirosław Antoni Glazi...

Ostatnie zdjęcia naszego doga Borysa



Dzisiaj w moim aparacie fotograficznym znalazłem chyba ostatnie zdjęcia naszego doga Borysa.
W sobotę wieczorem nasz dog Borys nagle upadł. Pracowałem przy komputerze, prowadziłem lekcje, gdy nagle wpadła do pokoju Małgosia i powiedziała, że coś się stało Borysowi. Wybiegłem natychmiast na podwórko, ale zobaczyłem Borysa, który biegnie do mnie jakby nigdy nic. Przytulił się do mnie, a potem ruszył w kierunku miski z jedzeniem, która stała przed domem. Taki był łasuch, lubił jedzenie. Jednak postanowiliśmy go uważnie obserwować, bo coś niedobrego się działo z nim, zwłaszcza z jego tylnymi nogami.
W nocy pojechaliśmy do weterynarza do Włocławka. Borys siedział z tyłu samochodu i prawie całą drogę trzymał mi głowę na ramieniu, jedynie od czasu do czas przeniósł ją na ramię Małgosi, która prowadziła auto.
Mieliśmy nadzieję, że zostanie wyleczony. Borys nie chciał wejść do środka lecznicy, więc weterynarz zbadał go na dworze. To jednak nie stawy kolanowe, ale początek postępującego zwyrodnienia kręgosłupa. Dostał 2 dwa zastrzyki. Rano o 10: 00 powinniśmy powiedzieć Weterynarzowi, czy psu się poprawiło.
Gdy wróciliśmy do domu, nasz Borys nie chciał wyjść z samochodu. Nie zaskoczyło to nas, bo on lubił leżeć sobie w aucie. Często to robił, zwłaszcza w Michelinie. Zostawiłem go w aucie i poszedłem do domu. Pracowałem: czytałem i pisałem i co godzinę, chodziłem sprawdzić, jak on się czuje. Chyba o trzeciej nad ranem, poszedłem do niego, udało mi się go nakłonić do wyjścia z auta, ale nie chciał wejść na podwórze do swego legowiska. Także w tym jego zachowaniu nie było nic dziwnego. W takiej sytuacji zazwyczaj wyruszałem z nim na spacer, a on po takim wypadzie, bez problemu wchodził na podwórze. Wyruszaliśmy na spacer, nieco przez mnie skrócony. Szedł żwawo i radośnie tak, jak zazwyczaj.
Jednak po powrocie ze spaceru nie chciał wejść ani na podwórze, ani do pomieszczenia, w którym był jego boks wyścielany świeża pachnące słomą. On wybrał gęstą trawę przed domem, przy drodze wjazdowej i przed ogródkiem pachnącym miętą. Tam się położył i tak pozostał do końca. Żeby nie był mu zimno, przykryłem go śpiworem i starą kurtką.  Zostawiłem furtkę otwartą i poszedłem się trochę przespać. Powiedziałem sobie, że jeśli rano Borys będzie na mnie czekał pod drzwiami, to będzie dobrze. Jednak, kiedy wstał, Borysa nie było przed drzwiami… Zadrżałem..
Dałem mu pić. Napił się, ale nadal nie chciał wejść ani do samochodu, ani na podwórze… po południu pojechałem na zakupy i przewiozłem mu jego ulubione ciasteczka, ale nawet na nie spojrzał. Wtedy nasilił się mój niepokój o jego życie. Zacząłem szukać jakiejś pomocy, bo nasz Pan weterynarz z Włocławka powiedział, będzie mógł przyjechać dopiero po godzinie 18:00. Odebrał jeden z weterynarzy, ale bardzo daleko od Naszego Wilkowiska..
Gdy przyjechał pan weterynarza, stwierdził, że Borys umiera i nic się na da zrobić….
Niestety! Następowało powolne umieranie. Całą noc i cały dzień mieliśmy nadzieję, że uda się go uratować. Wieczorem w niedzielę Śmierć nastąpiła i Go nam zabrała. To był wspaniały, wyjątkowo mądry, dobry i szlachetny pies…
 Bardzo Państwu dziękujemy! Za wrażliwość i współodczuwanie. Z naszym bólem dzielimy się z Państwem.
Drodzy Państwo! Dziękujemy Państwu za życzliwość i współodczuwanie. Dzięki Państwu jest nam znacznie lżej.  Nam się ciągle wydaję, że Borys zaraz przybiegnie. W nocy on poszedł ze mną na ostatni spacer, a po tym spacerze w środku nocy położył się na trawie przed domem, jakby chciał oznajmić, że On, Borys, będzie nas pilnował, strzegł, jak to znakomicie robił za życia. To bardzo miłujący nas pies. My Go nadal kochamy i kochać będziemy zawsze…