sobota, 24 września 2016

Psy z Placówki Bolesława Prusa



Placówka – powieść  Bolesława Prusa, która powstała w latach 1810-1886. Na jej specyfikę wpływ miały dwa kierunki: naturalizm i realizm.. Głównymi wątkami dzieła są: kolonizacja niemiecka na ziemiach polskich, studium na temat życia chłopa w 2. Połowie XIX wieku. oraz jego walka o utrzymanie ziemi.
W Placówce pisarz ukazuje dwa psy.


Motyw psa w utworze Placówka:
Fragment 1
Ale świnie już spały. Zamiast nich wynurzył się ze zmroku pies Burek, a później Jędrek i Stasiek. Jędrek chciał dziewczynę przewrócić, lecz dostawszy pięścią w oko schwycił ją za rękę, Stasiek za drugą i polecieli we czworo na gościniec. Byli tak splątani ze sobą, że w ciemności nikt by nie odróżnił, które z nich pies, a które dziecko, tym bardziej że wszyscy zaczęli wyć i szczekać na wyścigi z Burkiem. Wreszcie rozpłynęli się we mgle wiszącej nad łąkami.
Fragment 2
We drzwiach zgrzytnęła zasuwa, w kominie dotlewał się ogień, wreszcie zgasł. Było już późno. Koguty wyśpiewały północ, pies odszczeknął im i wcisnął się pod wóz przed słotą, w chacie zasnęli wszyscy.
Wtedy cicho skrzypnęły wrota stajni i wymknął się z nich jakiś cień; posunął się wzdłuż ściany budynku i ostrożnie zakradł się do obory. Był to Maciek. Wydobył spod sukmany szlochające dziecko i przystawił je do wymienia krowy.
— Ssij bydlę — szepnął — kiedy cię własna matka porzuciła. Ssij…
Po chwili w oborze rozległo się ciche mlaskanie. Deszcz wciąż padał.
Fragment 3
Daleko za nimi, gdzie za mgłą czarny las majaczył, słychać było głos kościelnego dzwonu. Czy on, jak zwykle, wzywa ludzi do pacierza, czyli też ogłasza im najście obcego narodu?…
Ślimak obejrzał się. W chatach po drugiej stronie doliny drzwi były pozamykane; na podwórkach nikt nie ruszał się i zapewne nikt by nie wybiegł przed wrota, gdyby nawet zawołać: „Patrzajta, gospodarze, co tu Niemców wali!…”. Wieś jeszcze spała.
Teraz sznur wozów napełnionych gwarliwymi ludźmi począł wymijać chałupę Ślimaka. Zmęczone konie szły z wolna, krowy ledwie nogi wlokły, świnie, kwicząc, potykały się. Tylko ludzie byli kontenci, śmieli się, krzyczeli z wozu do wozu i rękami albo batami ukazywali na dolinę. Wreszcie zjechali na dół, wyminęli most i skręcili na lewo, na otwarte pole.
We dwa albo i we trzy pacierze po nich ukazał się wózek ciągniony przez psa i kobietę, i stanął obok wrót Ślimakowej zagrody. Tu wielki pies upadł na ziemię, ciężko dysząc, mężczyzna z trudnością podniósł się na wózku i usiadł, a kobieta zdjęła szlę z karku i ocierając spotniałe czoło, patrzyła na chatę Ślimaków.
Chłopa tknęła litość. Zeszedł z pagórka i zbliżył się do podróżnych.
— Skądeście, ludzie, i coście za jedni? — zapytał.
— My koloniści, aże zza Wisły — odpowiedziała kobieta. — Nasi kupili tu ziemię, więc idziemy za nimi.
— A wyście ziemi nie kupili?
Kobieta wzruszyła ramionami.
— To u was taki zwyczaj, że baby chłopów ciągną? — pytał dalej Ślimak.
— Cóż robić, kiedy konia nie mamy, a na własnych nogach ojciec by nie zaszedł.
— To wasz ojciec?
Podróżna skinęła głową.
— I taki chory?
Jo.
Chłop zamyślił się.
— To niby on po proszonym jeździ za gromadą? — spytał znowu.
— O nie!… — odparła z energią. — Ojciec uczy dzieci, a ja, jak mam czas, to szyję, a jak nie mam co szyć, wynajmuję się do roboty w polu.
Ślimak patrzył na nią zdziwiony, wreszcie rzekł:
— Wy, musi, że nie jesteście Niemce, kiej tak gładko po naszemu gadacie?
— My z Niemców — odparła kobieta.
— My Niemcy — odezwał się po raz pierwszy człowiek z wózka.
W czasie tej rozmowy wyszła z chaty i zbliżyła się do wrót Ślimakowa z Jędrkiem.
— Tęgi pies! — zawołał Jędrek.
— Przypatrz no się — rzekł do niego Ślimak — jak ta pani bez całą drogę ciągnie chorego ojca na wózku. A ty byś, hyclu, tak zrobił?
— Co bym miał robić? Albo tatulo nie mają koni!… — odparł chłopak.
Fragment 4
Chłop wzruszył ramionami.
— Żebyśmy mieli — odparł — brać za taką rzecz pieniądze, to byśmy was nie zapraszali.
— Ha, Bóg wam zapłać, kiedyście na nas tacy łaskawi — rzekł chory.
— Szczęśliwa droga! — odpowiedzieli oboje Ślimakowie.
Chory znowu układł się na wózku, postękując, podróżna założyła sobie szlę na prawe ramię, przez piersi i pod lewą rękę, duży pies podniósł się z ziemi i otrząsnął na znak, że jest gotów do drogi.
— Bóg zapłać! bywajcie zdrowi!… — rzekł chory.
— Niech Bóg prowadzi!
Wózek z wolna potoczył się ku taborowi.
— Dziwny naród te Niemce — odezwał się Ślimak do żony. — On taki mądry, a jeździ wózkiem niby dziad.
— Albo i ona — odparła Ślimakowa. — Czy kto słyszał, żeby zaś taki kawał drogi ciągnąć starego jak koń?…
— Niezgorsi ludzie.
— Wcale nie najgorsi i niegłupi.
Po tej wymianie myśli małżonkowie wrócili do chaty. Rozmowa z chorym uspokoiła ich. Niemcy nie wydawali się im już tak strasznymi jak dawniej.
Fragment 5

Wpatrzył się lepiej w gromadę i poznał, że to śpiewa córka bakałarza, którą zobaczył pierwszy raz, gdy w wózku ciągnęła ojca. Wtedy więcej zajął go duży pies aniżeli ona. Dziś przecie głos jej tak opanował duszę chłopca, że powoli zapomniał o wszystkim. Zniknęły mu z oczu pola, Niemcy, stosy belek i kamieni: został tylko ów głos wypełniający całą przestrzeń. Coś drżało mu w piersiach, chciał także śpiewać i zaczął półgłosem:
Wesoły nam dzień zawitał,
Jezus Chrystus zmartwychpowstał…
Ta melodia najlepiej godziła się z pieśnią Niemców.
Fragment 6
Chłopiec objął go za nogi; było mu trochę lżej i spokojniej, lecz że w tej chwili ojciec poprawił się na ławie, więc i on odsunął Staśka.
Odepchnięty po kolei przez wszystkich, dostrzegł Burka pod ławą; wsunął się tam i choć pies był przemokły, położył na nim głowę i ogarnął go rękoma.
Na nieszczęście spostrzegła to matka.
— No, patrzajcie — zawołała — co on dziś wyrabia, ten chłopak?… A dyć odsuń się od psa, bo cię jeszcze piorun ustrzeli!… Poszedł, Burek, do sieni!
Pies widząc, że gospodyni szuka drewna, podwinął ogon i szybko umknął za drzwi, a Stasiek w ludnej izbie znowu został sam, sam jeden ze swoim niepokojem. Zachowanie się jego zastanowiło w końcu matkę, która myśląc, że Stasiek musi być głodny, podała mu kromkę chleba. Chłopiec wziął chleb do ręki, kawałek ugryzł, lecz zamiast jeść — rozpłakał się

Fragment 7
Było już po południu, kiedy na podwórzu w gwałtowny sposób zaczął ujadać Burek. Pies szczekał, jakby się kto z nim drażnił. Owczarz wyjrzał przez okno i pod chałupą zobaczył obcego człowieka w miejskim odzieniu. Miał on długi szaraczkowy kubrak i rudy kaptur na głowie, przez co niewiele mu było widać twarzy.
Fragment 8
— Co ty gadasz?… Udajesz głupiego, czy nie widzisz, że mi konie ukradli?… — mówił kipiący gniewem Ślimak. — A przecie ten, co kradł, musiał bramę otworzyć i przez ciebie stworzenia przeprowadzać.
— Nikt bramy nie otwierał, nikt przeze mnie koni nie wyprowadzał, niech mnie Bóg skarze! — mówił Owczarz, bijąc się w piersi. I rozpłakał się.
W tej chwili zza stodół nadbiegli Jędrek i Ślimakowa.
— Tatulu! — wołał chłopiec — za płotem leży Burek zdechnięty…
— Struły go złodzieje — dodała kobieta — bo pies toczył pianę… Aż mu na pysku zamarzła.
Owczarz, nie mogąc stać, usiadł na progu stajni.

Fragment 9
— Oj! nie gadajcie tak… — jęknął Owczarz. Zsunął się z progu i upadł do nóg Ślimakowi.
— Mam u was — szlochał — kilka rubli zasług… Mam kożuszynę, sukmaninę i skrzynkę… Zabierzcie to, ale nie mówcie, żem was zdradził… Przecie pies nie był ode mnie wierniejszy, a także go otruli…
Ale zacięty Ślimak odepchnął go.

Fragment 10
— No, patrzajcie — zawołała — co on dziś wyrabia, ten chłopak?… A dyć odsuń się od psa, bo cię jeszcze piorun ustrzeli!… Poszedł, Burek, do sieni!

Wieczorem przeniósł Ślimak Staśka do alkierza na łóżko. Matka położyła mu dwa trojaki na oczach, aby się zamknęły, i przed Matką Boską zapaliła lampkę. Sami rodzice z Jędrkiem i Magdą układli się pokotem na klepisku w izbie, ale zasnąć nie mogli. Burek wył przez całą noc. Magda miała gorączkę, a Jędrek coraz podnosił się ze słomy i zaglądał do alkierza, bo mu się zdawało, że Stasiek ocknął się i poruszył.

Fragment 11

O biednym Staśku po trochu zapomniano. Czasem tylko matka położyła do obiadu jedną łyżkę za wiele i spostrzegłszy się, otarła oczy fartuchem. To znowu Magda, wołając Jędrka, przez prędkość nazwała go Staśkiem. To znowu Burek obiegał niekiedy budynki, jakby kogoś szukał, a nie znalazłszy, przypadał łbem do ziemi i szczekał. Coraz rzadziej jednak trafiały się te wypadki.

Fragment 12
— Trza czekać — mówił — do wiosny. Bez ten czas może Pan Bóg łaskaw ochroni nas od straty; a wreszcie — upilnuje Owczarz i Burek. Ho! ho! oni czujni!…
Fragment nr 13



Jakby na potwierdzenie tej opinii, Burek wył i szczekał po całych nocach, a Owczarz zrywał się po parę razy na noc i zarzuciwszy sukmanę na ramiona, przechodził się po dziedzińcu.


Jednej bardzo ciemnej nocy, kiedy z nieba padał deszcz ze śniegiem, a na ziemi było błota wyżej kostek, Burek naraz popędził w stronę wąwozów i zaczął gwałtownie ujadać. Owczarz zerwał się z barłogu i zmiarkowawszy po zajadłości psa, że ktoś jest za stodołą, zbudził Ślimaka. Uzbroili się obaj w drąg i siekierę i potykając się w błocie, poszli za psem, który kilka razy skowyknął, jakby go potrącono.

Jakby na potwierdzenie tej opinii, Burek wył i szczekał po całych nocach, a Owczarz zrywał się po parę razy na noc i zarzuciwszy sukmanę na ramiona, przechodził się po dziedzińcu.
Jednej bardzo ciemnej nocy, kiedy z nieba padał deszcz ze śniegiem, a na ziemi było błota wyżej kostek, Burek naraz popędził w stronę wąwozów i zaczął gwałtownie ujadać. Owczarz zerwał się z barłogu i zmiarkowawszy po zajadłości psa, że ktoś jest za stodołą, zbudził Ślimaka. Uzbroili się obaj w drąg i siekierę i potykając się w błocie, poszli za psem, który kilka razy skowyknął, jakby go potrącono.
Fragment nr 14
Było już po południu, kiedy na podwórzu w gwałtowny sposób zaczął ujadać Burek. Pies szczekał, jakby się kto z nim drażnił. Owczarz wyjrzał przez okno i pod chałupą zobaczył obcego człowieka w miejskim odzieniu. Miał on długi szaraczkowy kubrak i rudy kaptur na głowie, przez co niewiele mu było widać twarzy.

Fragment 15

— Stasiek — jeden — mruczał chłop. — Krowina — to dwa… Konie — śtyry… Owczarz i dziecko — to sześć… Magda — siedem… Jędrek — osiem… Burek i kobieta — dziesięć… Tyle narodu!… choć jeszcze na mnie palca żaden nie podniósł… Już, widać, zmarniejemy wszyscy…

Fragment 16
Zrobił się dzień, z kolonii przywieźli słomę, bułkę chleba i butelkę mleka, a Ślimak wciąż chodził po dziedzińcu, po którym rozścielały się cuchnące dymy pogorzeliska. Splotły mu się po desperacku zwieszone ręce, a on chodził, oglądał i nasycał się goryczą bólu. Tu pod szopą leży stołek i ława… Jakie one stare!… Siadywał na nich będąc dzieckiem i niekiedy wyrzynał cygankiem karby i krzyże… o! właśnie te same. A tu skrzynia, nawet z kluczem w zamku. Chłop otworzył ją i wydobył mniejszy woreczek ze srebrem i większy z bankocetlami i oba ukrył w rogu stajni pod zeschłą mierzwą. Ukończywszy tę czynność wpadł znowu w apatię i znowu tułał się po dziedzińcu. Oto kupa popiołów, spomiędzy których sterczą czarne, dymiące belki: to jego stodoła i całoroczne zbiory! A tam leży Burek; już go nawet zaczęły szarpać wrony i spod żółtych kudłów wyglądają krwawe żebra. A tu jego chata — bez okien, bez drzwi, bez dachu; tylko spomiędzy okopconych ścian sterczy komin. „Jaka ta chałupa mała i jaki wysoki komin!…” — pomyślał Ślimak.


Bolesław Prus Placówka - Test sprawdzający znajomość lektury

1.       Główny bohater powieści to:

  • Józef Ślimak
  •   Jędrek Ślimak
  • Staszek Ślimak

2.       Kto namawiał Ślimaka do zakupu krowy?

  • synowie
  •  żona
  • Niemcy

3.       Czego Ślimak nie chce zrobić?

  • sprzedać gospodarstwa
  •   wydzierżawić ziemi
  • poprosić Żyda o pomoc

4.       Co dzieje się z młodszym synem Ślimaka, Stasiem?

  •  zostaje uprowadzony
  • ginie w pożarze
  • tonie

5.       Kto podpala chałupę Ślimaków?

  • szalona Zośka
  • Żyd
  •   niemieccy koloniści

6.       Jak miała na imię żona Ślimaka?

  • Zośka
  •   Jagna
  •   Magda

7.       O co wieś ma pretensje do Ślimaka?

  • o  bogacenie się na handlu
  • o współpracę  z  Niemcami
  •  o powtórny ożenek

8.       Kto znajduje Ślimaka po śmierci Jagny?

  •  Grzyb
  • Proboszcz
  • Żyd Jojne

9.       Komu dziedzic sprzedaje majątek?

  • Niemcom
  • Hirszgoldowi
  • Ślimakowi

10.   Z kim powtórnie żeni sie Ślimak

  •  z siostrą Jagny
  • z siostrą Owczarza
  •   z siostrą Grzyba


piątek, 23 września 2016

Jesienne tęsknoty a nasze psy i koty




Kot Norek. Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)    

Zrobiło się jesiennie. Toż to zaledwie pierwszy dzień kalendarzowej jesieni, a już chłody dotykają naszych jeszcze nasłonecznionych ciał, a tu już ziąb przenika do kości i zimne mgły skradają się po polach i łąkach i wiszą na pobliskich olchach. Dynie na polu sąsiada jakby się skurczyły i udają piłki mistrza Marcina Gortata. Czekają, żeby je jakiś młody ambitny koszykarz zebrał i schował na zapleczu ocieplonej hali.

Kim jesteśmy? Zaczynamy się znowu nad sobą i swoją egzystencją głębiej niż zazwyczaj zastanawiać. No cóż! Nie poddawajmy się dekadenckim nastrojom. Bądźmy aktywni! Weźmy naszych czworonożnych przyjaciół na długi, rozgrzewający spacer. Potrzebujemy tego! My i one!


Trzecia poranna ucieczka-wycieczka Czarusia. Tym razem znalazł lukę w Malinowym Ogródku. Niestety, musimy ograniczyć przestrzeń jego poruszania się do domu i ogródka przed wejściem do mieszkania. Trudno. Trzeba wyszukać miejsca w ogrodzeniu, którymi może przecisnąć się na zewnątrz. Na szczęście pobiegał sobie i szybko powrócił, bo po kilku minutach zobaczyłem go przed główną furtką. To nic, że lubi sobie pobiegać poza podwórkiem, ale on biegnie na oślep, przecina asfaltową szosę, po której od czasu do czasu szybko przejeżdżają samochody i motocykle. Nie chcemy, aby mu się coś złego przytrafiło.Czaruś ucieka wyjątkowo, biegnie co sił w małych łapkach, co tchu w płucach, ale też na oślep. Aż się za nim kurzy i widać tylko drgające rytmicznie jego czekoladowe uszy i ostry jak grot strzały ogonek.

Trzeba w życiu umieć rozproszyć, rozwiać mgłę złudzeń ostrym myśleniem i realnym spojrzeniem na siebie i swoją sytuację. To nasze psiaki przypominają nam o tym codziennie.  Jeśli pozostawię na podwórku plastykową miskę czy wiadro z tworzyw sztucznych, rano będą przez nie pogryzione. Jeśli nie wykryję podkopu pod siatką ogrodzenia, któryś z naszych podopiecznych wykorzysta to i niezadługo znajdzie się poza płotem. Nasze koty i psy uczą nas tego, że trzeba być czujnym i zapobiegliwym zawsze i przez całą dobę.