23 sierpnia 2026

Pisarz i rockman. Kto z nich jest naprawdę wolny?

 

                                                        Gawęda z 23 sierpnia 2026 roku

Dzisiaj przeczytałem na blogu Coryllusa — Gabriela Maciejewskiego — tekst zatytułowany „Czym pisarze różnią się od rockmanów?”.

Przeczytałem i pomyślałem, że coś w tym porównaniu jest. Coś więcej nawet niż prowokacja, bo rockman wychodzi na scenę.

Światła. Gitara. Perkusja. Tłum. Pierwsze uderzenie i już wiadomo, czy publiczność pójdzie za nim. Człowiek może nie znać jego życiorysu, może nie wiedzieć, co naprawdę chciał powiedzieć — a przecież po kilku sekundach czuje rytm.

Z pisarzem jest inaczej.

Pisarz nie ma wzmacniacza. Ma kartkę. Dzisiaj częściej ekran komputera. I ciszę.

Pisarz nie powinien krzyczeć...

Coryllus stawia sprawę ostro: rockmanowi wolno niemal wszystko, natomiast od pisarza oczekuje się określonego zachowania, wyglądu, poglądów, sposobu mówienia, a czasem nawet określonego rodzaju książek.

Można się z nim spierać i zapewne w kilku miejscach sam bym się spierał, ale przynajmniej jedno pytanie pozostało ze mną po lekturze: czy pisarz może jeszcze być sobą?

Nie „produktem literackim”.

Nie nazwiskiem na okładce.

Nie człowiekiem, który zastanawia się przed napisaniem zdania, czy spodoba się ono wydawcy, krytykowi, środowisku albo algorytmowi.

Po prostu — sobą.

Rockman ma scenę, pisarz skazany jest na samotność. W tekście Coryllusa pojawia się niezwykłe porównanie. Rockman jest jak lew na sawannie, natomiasat duszę pisarza autor porównuje do psa Łajki, zamkniętej w radzieckim Sputniku, lecącej samotnie w kosmos.

Obraz brutalny, ale mocny i właśnie przy nim zatrzymałem się najdłużej, bo pisanie rzeczywiście jest zajęciem wymagającym samotności.

Nikt nie widzi godzin, podczas których autor siedzi nad jednym zdaniem.

Nikt nie widzi zdań skreślanych.

Nikt nie zna bohaterów, którzy przyszli do autora, przeżyli z nim kilka tygodni albo miesięcy, a później zostali usunięci z powieści jednym naciśnięciem klawisza.

Czytelnik widzi książkę.

Autor pamięta drogę.

A może jednak pisarz ma coś, czego rockmanowi brakuje?

Tutaj zaczynam się z Coryllusem trochę rozchodzić. Nie jestem bowiem pewien, czy pisarz rzeczywiście stoi na pozycji przegranej.

Rockowy koncert trwa dwie godziny. Piosenka — kilka minut. Oczywiście może wracać przez całe życie. Może stać się częścią naszych wspomnień.

Jednak książka również potrafi wrócić mocniej i dobitniej. Czasami po trzydziestu latach czytelnik nagle przypomina sobie jedno zdanie przeczytane w młodości.

Nie pamięta już okładki. Nie pamięta wydania. Czasem nie pamięta nawet dokładnie fabuły a jedno zdanie pozostało w głębinach naszej świadomości czy  podświadomości. Dlaczego?

Być może dlatego, że słowo pisane ma dziwną właściwość. Nie musi krzyczeć, żeby przetrwać. Książka wchodzi do domu po cichu. Maciejewski zwraca uwagę na rzecz jeszcze ważniejszą: książka jest medium intymnym.

To prawda. Czytamy ją przecież najczęściej sami. W fotelu. Przy stole. W łóżku. W pociągu. Czasem nocą, kiedy inni już śpią. Autor nie stoi wtedy obok nas.

Nie może wyjaśnić:

— Nie, nie, źle mnie zrozumiałeś. Przeczytaj jeszcze raz.

Wypuścił słowa z rąk i od tego momentu one należą trochę do czytelnika. Może właśnie dlatego literatura jest tak niebezpieczna dla wszystkich, którzy chcieliby mieć całkowitą kontrolę nad człowiekiem?

Ważne jest to, że czytający człowiek choćby przez chwilę zostaje sam ze swoim sumieniem, wyobraźnią i rozumem. A gdzie w tym wszystkim nasze psy i koty?

Ktoś może zapytać:

— Mirku, ale co to ma wspólnego z „Gawędą jak nasze psy i koty”?

Ano ma, ponieważ zwierzęta przypominają nam coś, o czym ludzie bardzo łatwo zapominają.

Nie trzeba grać roli, żeby być.

Pies nie zastanawia się, jaki ma wizerunek. Kot nie pyta, czy dobrze wypadł. Nie potrzebują recenzenta, menedżera ani specjalisty od promocji.

Jeżeli pies czeka — to czeka.

Jeżeli się cieszy — cieszy się całym sobą.

Jeżeli tęskni — nie udaje, że nie tęskni.

I może właśnie tego powinien czasem nauczyć się od nich pisarz.

Nie szczekać głośniej od innych.

Nie wskakiwać na scenę tylko dlatego, że scena stoi pusta.

Nie przebierać się za kogoś, kim nie jest.

Pisać własnym głosem.

Więc: pisarz czy rockman?

Najlepiej chyba nie wybierać.

Niech rockman ma swoją gitarę.

Niech pisarz ma swoje słowo.

Ale niech jeden i drugi zachowają coś, czego nie da się kupić, zaplanować kampanią reklamową ani stworzyć przez promocję: autentyczność.

Bo można oszukać rynek.

Można oszukać krytyka.

Można przez jakiś czas oszukiwać publiczność.

Najtrudniej oszukać człowieka, który wieczorem otwiera książkę i zostaje sam na sam ze zdaniem.

Wtedy nie ma reflektorów.

Nie ma gitar.

Nie ma oklasków.

Jest autor.

Jest czytelnik.

I jest słowo.

A dobre słowo — podobnie jak wierny pies — czasem zostaje przy człowieku znacznie dłużej, niż się spodziewaliśmy.

Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)

Inspiracją do tej gawędy był tekst Gabriela Maciejowskiego (Coryllusa) „Czym pisarze różnią się od rockmanów?”, opublikowany 22 sierpnia 2026 r.

22 sierpnia 2026

Są daty, których ojciec nie zapisuje w kalendarzu

 


Są daty, których ojciec nie zapisuje w kalendarzu

Gawęda — 22 sierpnia 2026 roku

Są takie daty, których człowiek nie musi zapisywać w kalendarzu.

Nie trzeba ustawiać przypomnienia w telefonie. Nie trzeba zaglądać do starych dokumentów ani pytać: „Którego to było?”.

Człowiek po prostu wie.

Dzisiaj jest dla mnie właśnie taki dzień.

Dzień, w którym wiele lat temu zostałem ojcem córki.

Minęło od tamtej chwili tyle czasu, że można by nim obdzielić kilka życiorysów. Zmienił się świat. Zmieniłem się ja. Zmieniło się dziecko, które kiedyś można było wziąć na ręce, przytulić, zaprowadzić za rękę tam, gdzie — jak się ojcu wydawało — będzie bezpieczne.

Dzisiaj to dorosły człowiek.

Ma własne życie, własne wybory, własne radości, własne troski. I własne tajemnice, do których ojciec nie zawsze ma i nie zawsze powinien mieć dostęp, a jednak jest coś dziwnego w ojcowskiej pamięci.

Lata mijają, a ona jakby nie chciała podporządkować się kalendarzowi.

Patrzysz na dorosłą córkę i wiesz przecież, ile ma lat. Wiesz, że sama podejmuje decyzje, że nie potrzebuje już prowadzenia za rękę. Jednak jednocześnie gdzieś bardzo głęboko pozostaje w tobie tamto dziecko. I wtedy człowiek zaczyna rozumieć, że ojcostwo z wiekiem nie znika. Ono tylko zmienia swoją postać.

Kiedy dziecko jest małe, wydaje ci się, że twoim zadaniem jest je chronić. Przed zimnem. Przed upadkiem. Przed złym człowiekiem. Przed światem. Zakładasz czapkę, kiedy jest zimno. Podajesz rękę przy przechodzeniu przez ulicę. Sprawdzasz, czy wróciło do domu. I przez jakiś czas naprawdę wierzysz, że jeżeli będziesz wystarczająco uważny, zdołasz uchronić swoje dziecko przed wszystkim.

Potem przychodzi moment, kiedy odkrywasz jedną z najtrudniejszych prawd ojcostwa:

nie możesz.

Nie możesz przeżyć życia za swoje dziecko.

Nie możesz podjąć za nie wszystkich decyzji.

Nie możesz usunąć z jego drogi każdego kamienia.

Nie możesz nawet obiecać, że zawsze będziesz obok.

Możesz natomiast zrobić coś innego.

Możesz być.

Możesz zadzwonić.

Możesz powiedzieć: „Pamiętam”.

Możesz napisać kilka słów.

Możesz powiedzieć: „Kocham cię”.

A czasem — i chyba tego uczymy się najpóźniej — możesz także zamilknąć i pozwolić dorosłemu dziecku żyć własnym życiem.

Dzisiaj myślę właśnie o tym.

O tym, jak dziwną drogę przechodzi człowiek od chwili, kiedy po raz pierwszy bierze swoje dziecko na ręce, do chwili, kiedy musi nauczyć się wypuszczać je z tych rąk. Może na tym właśnie polega dojrzałe ojcostwo.

Nie na trzymaniu. Na obecności.

Nie na pytaniu każdego dnia: „Czy mnie jeszcze potrzebujesz?”, lecz na cichym zapewnieniu: 

 „Jeżeli będziesz mnie potrzebować — jestem.”

Dzisiaj jest taki dzień.

Jedna z tych dat, których nie zapisuje się w kalendarzu, bo są zapisane gdzie indziej.

W pamięci.

I chyba jeszcze głębiej.

W sercu ojca.

Mirosław Antoni Glazik
22 sierpnia 2026 roku

6 czerwca 2026

List otwarty do Narodu Polskiego w sprawie bezpieczeństwa energetycznego Polski

 

Drodzy Czytelnicy!

    Opublikowałem dziś na blogu „Głos Kowala i Okolicy” list otwarty dotyczący bezpieczeństwa energetycznego Polski. Zachęcam do lektury i dyskusji. -  

https://gloskowala.blogspot.com/2026/06/list-otwarty-do-narodu-polskiego-w.html

List otwarty do Narodu Polskiego w sprawie bezpieczeństwa energetycznego Polski