5 lutego 2016

Sprawy publiczne (obrona szkół) i nasze psiaki


Dzisiaj taki dzień przeznaczony na załatwianie spraw publicznych w Chodczu i prywatnych we Włocławku. Rano pojechałem Chodcza, by uczestniczyć w posiedzeniu Komisji Oświaty, Zdrowia, Kultury i Sportu Rady Miasta i Gminy w Chodczu (w Urzędzie Miasta i Gminy Chodecz). Jako nauczyciel mieszkającemu na terenie gminy Chodecz i ekspert Ministerstwa Edukacji Narodowej otrzymałem pełnomocnictwa do występowania w imieniu mgr Jadwigi Ciałkowskiej – Dyrektora Szkoły Podstawowej w Cettach (działającego w imieniu Rady Pedagogicznej Szkoły Podstawowej w Cettach). Chodziło o wszelkie sprawy związanych z bieżącą sytuacją w placówkach oświatowych na terenie Miasta i Gminy Chodecz i z dezaprobatą środowiska lokalnego wobec likwidacji Szkoły Podstawowej w Cettach, a zwłaszcza z obroną naszej placówki przed jej zamknięciem. Właściwie chodzi o obronę dwóch szkół wiejskich: Szkoły Podstawowej w Cettach i Szkoły Podstawowej w Zalesiu.
Czy uda nam się przekonać Radnych z komisji i Wysoką Radę, aby nie zamykali ostatnich wiejskich szkół w naszej gminie?




Po południu pojechaliśmy do Włocławka. Zajrzeliśmy do starostwa powiatu ziemskiego włocławskiego i do mojego nowego banku. Przy okazji dziękujemy za wsparcie, bardzo ogólnie, bo jest prośba darczyńcy o zachowanie anonimowości. Proszę Państwa! My sobie radzimy z utrzymaniem naszych adoptowanych psiaków, ale czasami jest tak, że pojawiają się dodatkowe wydatki (np. na wizyty u weterynarza), dlatego za każdą pomoc bardzo dziękujemy. Stworzyliśmy im domu rodzinny, a nie schronisko, chociaż schroniska są też bardzo potrzebne.

Drodzy Czytelnicy! Jeśli chcielibyście wesprzeć nasze psy i koty oraz nasze pisanie o nich oraz pomóc w kontynuacji i rozwoju strony – proszę o wpłaty na podane poniżej konta bankowe:

21 2490 0005 0000 4000 1959 6961  (ALIOR BANK)

Dziękuję za Wasze życzliwe wsparcie!

4 lutego 2016

Ja Pysia wam to mówię (opowieść 2) albo tłusty czwartek





Pysia: Ja Pysia Wam to mówię. Popołudnie było dzisiaj niezwykłe. Pani przywiozła jakieś dziwne kulki, przypominające spłaszczone piłeczki, ale posypane nie kurzem, lecz jakimś białym proszkiem podobnym do świeżo spadłego śniegu na naszym podwórku. Od czasu do czasu te kuleczki widuję. Gdy trochę tego proszku spadło na podłogę w kuchni, to go po cichu posmakowałam. Był lepki i słodki, ale nie zimny. Dziś Pan, jak je zobaczył, to się ucieszył bardziej niż zazwyczaj. Hmm. Ludzie są dziwni!
Pani jak zwykle mnie wygłaskała na powitanie i z przeprosinami, że jej tak długo nie było. Pan się wtedy też trochę na Panią złości, jak długo nie wraca. Ja szybko przestają się na nią gniewać, bo mi wtedy kilka razy przypomina, że jestem najpiękniejsza i najmądrzejsza.
- Pysunia! Ach! Moja Pysunia! Jesteś naj… najpiękniejsza i najmądrzejsza! – rzecze do mnie.
Nie wypada mnie jej nie wierzyć, więc się cieszę, patrzę na nią z wdzięcznością i z miłością oraz podsuwam łepek do pogłaskania. Śpieszę się, bo za chwilę Pan wróci z podwórka i wtedy Pani głównie patrzy na niego i z nim gada. Nie powiem, że mi się to podoba, ale udaję, że jest dobrze, a nawet podchodzę na chwilę do kolan Pana i pozwalam się także Panu pogłaskać po moim pyszczku.



Drodzy Czytelnicy! Jeśli chcielibyście dobrowolnie wesprzeć nasze psy i koty oraz nasze pisanie o nich oraz pomóc w kontynuacji i rozwoju strony – proszę o wpłaty na podane poniżej konta bankowe:


21 2490 0005 0000 4000 1959 6961  (ALIOR BANK)

Dziękuję za Wasze życzliwe wsparcie!

3 lutego 2016

Ja Pysia Wam to mówię (opowieść 1)


Panu Markowi Romanowi Zapiecowi (Dyrektorowi Szkoły Podstawowej w Wilkowicach) – z podziękowaniem za inspirację – Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)  


Pysia: W domu jest cisza. Śpię przy łóżku Mojej Pani. Słyszę jej oddech. Pan poszedł na podwórko. Słyszę jak wyciąga wodę ze studni i zamyka Puchole, aby wypuścić… Kogo? O! Właśnie słyszę Zoję, popiskuje radośnie, pewnie się łasi do Pana. No, a teraz… To Elzi. To bardzo miła i przyjazna sunia, ale potrafi mnie zranić. Muszę uważać, kiedy na dworze biegają razem: Elza i Sabina. Sebi to jest dzikuska.

One razem mogą na mnie napaść. Pani raz, Pan dwa razy – uratowali mnie … Gdyby nie oni … Potem zawieźli mnie do Pana Weterynarza. Nie lubię tam jeździć, ale Pani mi powiedziała, że trzeba, bo to dla mojego dobra. Lubię, gdy Pani mówi, że jestem najmądrzejsza i najpiękniejsza. To na razie, bo Pani właśnie wstała i muszę być przy niej.
Po wspólnym wstaniu podeszłam do niej z gracją, żeby mogła mnie pogłaskać. Wiem, że to lubi. Mnie to też nie przeszkadza. Potem podejdę do Pana, bo zerka na mnie z łazienki. Coś tam robi przy brodzie. Powtarza to codziennie. Jak wychodzi z łazienki, to jakoś dziwnie pachnie. Zupełnie inaczej niż wtedy, gdy ma na sobie nasze psie zapachy. Pani widocznie się to podoba, bo powąchawszy Pana, przestaje się zajmować nami.
Potem gdzieś pojechali razem, a mnie zostawili na głowie cały dom i Czarusia w kotłowni. Pani powiedziała na odchodne:
- Pilnuj Pysunia! Pamiętaj! Cały dom na twojej głowie! – mówiąc to, pocałowała mnie w czubek mojej małej głowy.
Tak naprawdę to lubię, jak Pani tak do mnie mówi, ale nie znoszę, jak Pani wyjeżdża, bo trochę za nią tęsknię. Wolę już, żeby Pan gdzieś pojechał, a Pani mogłaby zostać ze mną i z resztą naszej psiej zgrai. No trudno!
Kiedy wieczorem Pani i Pan powrócili, wszyscy się cieszyliśmy. Całe podwórko wypełniło nasze radosne szczeknie. I uporczywe przytulanie się. Muszę Wam jednak coś powiedzieć w zaufaniu. Pan gdzieś zostawił swoje włosy, bo na głowie miał ich dużo mniej niż przed wyjazdem. Moja mądra Pani też była ciekawa, co się z nimi stało. Jak Pani przy pomocy Pana nas nakarmiła, to taką słyszałam dziwną rozmowę:
- Miruś! Ładnie jesteś obcięty. U której fryzjerki byłeś? Czy u Eweliny w Choceniu? Czy w Kowalu, no, u tej pani Renaty?
Byłem i tu, i tu. –  tajemniczo odpowiedział Pan i poszedł do stodoły po węgiel. Na razie nie mam pojęcia, gdzie Pan zostawił większość swoich srebrnych włosów. Pani i ja jestem zgodne: teraz Pan jest ładniejszy i o wiele młodszy. Dobranoc!