Mirosław
Antoni Glazik
Kowal, 12 maja 2025
roku
Mirosław
Antoni Glazik (M.A.G.)
Poranna
msza, słoneczny dzień i myśli rozproszone
Dzień rozpoczął się
słonecznie, choć chłodno — a mnie zimno, tak bardzo jak w nocy.
Rano byłem na Mszy Świętej w kościele pw. Świętej Urszuli w
Kowalu. W świątyni – znajome twarze, ale i wiele nowych. Ludzie,
których nie znam – a jednak są obecni, więc dla mnie ważni. Od
6 lipca 2024 roku czuję się związany z tym miejscem w sposób
głęboki, choć trudny do opisania.
Po mszy życie wraca do
zwykłego rytmu: myśli rozchodzą się jak fale – o komputerze, o
sprawach Szczutkowa, o umowie internetowej, historii połączeń, o
technicznych zawiłościach. Czy naprawdę płacimy więcej, a mamy
mniej? Nie wiem. Może ktoś się dowie. Może dziś, może jutro?
Telefon, rozmowy,
Facebook, Skype, Teams… „Synu, dajmy sobie spokój – dziś
niedziela.” Msza, śniadanie, chwila spokoju. Siatki na okna mogą
poczekać. Dziś nie chcę pracować. Chcę pomyśleć. Pobyć. Po
prostu być.
Połączyłem się z R.
przez Facebooka. Rozmawiamy. Pokazuję jej Kowal: słońce, ptaki na drzewch, nasz parafialny kościół, pomnik króla Kazimierza
Wielkiego, fontannę w parku. Między nami 320 kilometrów, a jednak
ta odległość nie oddziela – może nawet zbliża. Ostatnio
spędziliśmy razem dwa tygodnie. Co dalej? Zobaczymy. Wszystko w
miłosiernych dłoniach Boga. Patrzyliśmy na siebie za pośrednictwem
internetowych kamer i rozmawialiśmy ze sobą... Myśli i uczucia,
spojrzenie i iskierki nadziei...
Po powrocie do domu –
kawa. Ciepła, choć trochę za mocna. R. czekała na mój telefon, z
otwartą Biblią – z Ewangelią według św. Marka – i ze
wspaniałą książeczką Tomasza à Kempis O
naśladowaniu Chrystusa. Czytaliśmy
wspólnie, więcej R. – na głos, powoli – jakby każde słowo miało
dotrzeć do naszych serc. Jej głos znowu spokojny, mój – nieco
chropowaty po poranku, ale dynamiczny, pełen energii. Pytania
rodziły się same: „Dlaczego Jezus reaguje tak stanowczo?”,
„Czym dziś jest dla nas nasza świątynia?” Rozważaliśmy ten passus.
Potem – lektura, analiza
oraz interpretacja fragmentu Psalmu 119 (Tet), następnie długiego
fragmentu przepięknej, rodzinnej Księgi Tobiasza. Z kolei Ewangelia
według św. Marka. Analizujemy scenę wypędzenia przekupniów ze
świątyni – w ujęciu Marka (Mk 11,15–19). Jezus objawia
mesjańską odwagę, duchowy gniew wobec profanacji Domu Ojca i
zapowiedź nowego porządku w kulcie Boga. To wydarzenie ma miejsce
tuż po Jego uroczystym, prorocko-królewskim wjeździe do Jerozolimy
(Mk 11,1–11). Jezus dokonuje aktu radykalnego sprzeciwu wobec
zepsucia centrum religijnego i społecznego życia Izraela.
Kończymy nasze niedzielne
spotkanie ze Słowem Jahwe lekturą Dziejów
Apostolskich, ale tym razem – bez analizy.
To już moje zadanie, bo R. musiała wrócić do obowiązków i rytmu
dnia.
Zostałem sam ze swoimi myślami, uczuciami i tęsknotami.... Zrobiłem
śniadanie: chleb z masłem i miodem, jajka na miękko, ostatni
pomidor malinowy. Prosto. Talerz, kubek, cisza. A przez otwarte okno
— śpiew: z kościoła dobiegają dźwięki kolejnej Mszy Świętej,
zmieszane z głosami ptaków. Synogarlice gruchają na dachu, wróble
ćwierkają pod okapem, gdzieś dalej śpiewa szpak. Ten chór stworzenia przypomniał mi, że
nie jestem osamotniony, bo życie wokół mnie trwa i toczy się
dalej jak koło słońca na niebie.
Usiadłem w fotelu.
Pomyślałem – dobrze mi tu. W ciszy. W łagodnym, majowym słońcu.
Ale wiem – wieczorem transmisja na żywo. Znów polityka. Znów
wybory. Staram się nie angażować zbyt głęboko… ale nie da się
tego całkiem uniknąć. Za tydzień wybory. Na kogo zagłosują
ludzie? Czy ktoś jeszcze wierzy w zmianę?
A przecież trzeba też
pamiętać o prostych sprawach. Psy domagają się uwagi. Kury także –
zwłaszcza biała, imieniem Wiktoria – zaczęła wysiadywać jajka.
To dobra wiadomość. Nadzieja. Życie toczy się dalej –
niezależnie od ekranów, komentarzy i debat.
Myślę o Polsce. Często.
O zagrożeniach, których nie widać od razu. O tych, którzy nami
rządzą i co z nami robią.
Zacząłem na nowo czytać
i interpretować Biblię. Głębiej. Z odwagą. To daje mi siłę –
inną niż wszystkie poprzednie. I myślę, że zaniedbałem modlitwę
na blogu. Nagrania czekają. Może widzowie też. A ja… wciąż
dążę do światła.
Kim dziś jestem
dla Kowala? Tylko sąsiadem i przechodniem? A może… kimś więcej?