23 września 2016

Jesienne tęsknoty a nasze psy i koty




Kot Norek. Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)    

Zrobiło się jesiennie. Toż to zaledwie pierwszy dzień kalendarzowej jesieni, a już chłody dotykają naszych jeszcze nasłonecznionych ciał, a tu już ziąb przenika do kości i zimne mgły skradają się po polach i łąkach i wiszą na pobliskich olchach. Dynie na polu sąsiada jakby się skurczyły i udają piłki mistrza Marcina Gortata. Czekają, żeby je jakiś młody ambitny koszykarz zebrał i schował na zapleczu ocieplonej hali.

Kim jesteśmy? Zaczynamy się znowu nad sobą i swoją egzystencją głębiej niż zazwyczaj zastanawiać. No cóż! Nie poddawajmy się dekadenckim nastrojom. Bądźmy aktywni! Weźmy naszych czworonożnych przyjaciół na długi, rozgrzewający spacer. Potrzebujemy tego! My i one!


Trzecia poranna ucieczka-wycieczka Czarusia. Tym razem znalazł lukę w Malinowym Ogródku. Niestety, musimy ograniczyć przestrzeń jego poruszania się do domu i ogródka przed wejściem do mieszkania. Trudno. Trzeba wyszukać miejsca w ogrodzeniu, którymi może przecisnąć się na zewnątrz. Na szczęście pobiegał sobie i szybko powrócił, bo po kilku minutach zobaczyłem go przed główną furtką. To nic, że lubi sobie pobiegać poza podwórkiem, ale on biegnie na oślep, przecina asfaltową szosę, po której od czasu do czasu szybko przejeżdżają samochody i motocykle. Nie chcemy, aby mu się coś złego przytrafiło.Czaruś ucieka wyjątkowo, biegnie co sił w małych łapkach, co tchu w płucach, ale też na oślep. Aż się za nim kurzy i widać tylko drgające rytmicznie jego czekoladowe uszy i ostry jak grot strzały ogonek.

Trzeba w życiu umieć rozproszyć, rozwiać mgłę złudzeń ostrym myśleniem i realnym spojrzeniem na siebie i swoją sytuację. To nasze psiaki przypominają nam o tym codziennie.  Jeśli pozostawię na podwórku plastykową miskę czy wiadro z tworzyw sztucznych, rano będą przez nie pogryzione. Jeśli nie wykryję podkopu pod siatką ogrodzenia, któryś z naszych podopiecznych wykorzysta to i niezadługo znajdzie się poza płotem. Nasze koty i psy uczą nas tego, że trzeba być czujnym i zapobiegliwym zawsze i przez całą dobę.

22 września 2016

Nasze psiaki w samo południe



Jest czwartkowe południe. Ostatni dzień kalendarzowego lata. Na dworze nadal ciepło, choć fala upału już za nami. Nasze psiaki jeszcze też korzystają z ciepłych promieni słońca. Jedne wygrzewają się w swoich bezpiecznych miejscach, inne czuwają. Wystarczy, żeby na pobliskiej drodze ktoś przechodził, a już się zrywają i szczekają na przechodnia. Czasami pola za płotem przecina polujący na polne myszy kot. Wtedy dopieroż zaczyna się ujadanie tak głośne, że zdaje się sięgać niebios. Słyszę odgłosy żurawi i dzikich kaczek, dobiegające od pobliskiego jeziora. Na niebie w stronę Chocenia zmierzają klucze dzikich gęsi. W te odgłosy natury wtapia się szum przejeżdżającego pociągu. Lekki wiaterek porusza firankami w mieszkaniu. Łączę teraz role gospodarza, przewodnika stada psów, nauczyciela i pisarza. To sporo codziennych obowiązków. Małgosia w pracy. Ja dzisiaj w domu pracuję i czuwam nad naszymi psiakami. Codzienne sprzątanie boksów i podwórka, wymiana wody, mycie misek do karmienia. Udało nam się poukładać relacje między naszymi psiaki w taki sposób, aby czuły się bezpiecznie, mogły się ze sobą bawić i aby nie dochodziło między nimi do bezpośredniej walki, kończącej się pogryzieniami. Dzięki zdobytemu doświadczeniu w ostatnich kilku latach, w Naszym Wilkowisku udaje się nam zapanować nad tą sforą psów różnej wielkości, różnorodnych charakterów i temperamentów. Oczywiście, trzeba zawsze zachować czujność, bo to nie są „pluszaczki”, lecz żywe stworzenia, nie do końca przewidywalne.




Nasze psiaki w samo południe (fotogaleria)

Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)    


 



20 września 2016

Zew natury i ucieczka Czarusia



Czaruś po ucieczce w kojcu Borysa. 
Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)  
  


Dziwna to była noc. Wstawałem kilka razy jeszcze przed północ Czaruś był na podwórku, żeby się wybiegał po karmieniu.  Tym razem Zoja i Sabina była w swoich boksach w stajence. Biegała Elziczka (owczarek z Majorki). Tuz po północy Czaruś powrócił do mieszkania i zasnął na swoim ulubionym fotelu. Kiedy wcześnie rano się obudziłem, postanowiłem go wypuścić? Już było widno, Jeszcze spaliśmy, ale psy tak się zachowywały jakby jakieś zwierzęta biegały za płotem, Zastanawiałem się czy to koty, które podchodzą pod płot i znaczą nasz teren, czy może inni powróciły dwie psi włóczęgi, które wczoraj stały pod brama sąsiadów z naprzeciwka. Jednak zmęczenie i niedospanie sprawiły, że nie od razu wstałem. Miałem złe przeczucia. Czy przeczucia mogą „przewidzieć” zew natury, który odzywa się w naszych udomowionych zwierzakach? To, co się działo dzisiaj rano z Czarusiem to była odpowiedź na wołanie natury. To, że dużo z nami przebywa, jest hołubiony i chroniony, nie maiło żadnego znaczenia, bo pognał za tymi dwiema włóczęgami jak szalony. Nie reagował na moje przywoływanie. Właściwi to dwa razy do mnie podbiegał, ale nie pozwali się złapać i przez pola pognał w stronę pobliskiego lasu i jeziora. Ja goniłem go najpierw pisz, a potem samochodem. Bez skutku. Ta poranna, naprędce utworzona sfora, zniknęła mi z oczu. Powróciłem do domu. Małgosia szykowała się do pracy.
–  Jeśli jest mądrym pieskiem, to jak zgłodnieje, to powróci do siedliska. – pocieszała mnie.
Musiała pojechać do pracy, a ja zabrałem smycz i lornetkę, wsiadłem do samochodu i wyruszyłem na poszukiwanie uciekiniera. Obawiałem się, że znalezienie łobuziaka, który usłyszał głos natury, nie będzie łatwe. Jakież był mój zaskoczenie, kiedy na środku pobliskiej drogi, którą pół godziny wcześniej przejeżdżałem, zobaczyłem psie sylwetki.
- Żeby tylko tam był Czaruś – pomyślałem z nadzieją.
Po chwili ujrzałem sylwetki trzech niedużych psów. Jest nadzieja… Tak to były one! Czaruś z nimi! Wykonywał charakterystyczne ruchy. No wiecie, o co chodzi. Gdy podjechałem bliżej z naprzeciwka szybko nadjeżdżał samochód. Dałem mu znak światłami, żeby zwolnił. Tak się stało. Nieznajomy odjechał, a ja wysiadłem z auta, żeby schwytać Czarusia. Jednakże udało mu się to dopiero za trzecim razem. Złapałem go, założyłem mu smycz i zabrałem do samochodu. Zadzwoniłem do Małgosi, że już go odnalazłem. Była zaskoczona, że tak szybko. Pamiętacie! Borys odnalazł się dopiero po czterech dniach, to jest wielki, charakterystyczny i rzadko spotykany pies, a nie taki okruszek jak Czaruś.



 Powitania Zojeczki z Czarusiem po ucieczce. 
Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)  

  Czaruś i Borys w jednym boksie.
 Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)

  Czaruś i Borys w pełnej zgodzie.
Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)  

 Czaruś jako skruszone niewiniątko. 
Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)  

Stoicki spokój Pysi.
 Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)