niedziela, 23 kwietnia 2017

Lis i święty Franciszek w Warszawie

O poświeceniu kaplicy pw. św. Franciszka z Asyżu

W 2010 r. gruntownie przebudowany został dolny kościół. Prace remontowe w podziemiach świątyni zakończył ks. Tadeusz Bożełko, który objął parafię po śmierci ks. prałata Zygmunta Malackiego. Uroczystego poświęcenia dolnego kościoła pw. św. Franciszka z Asyżu dokonał 14 listopada 2010 roku kard. Kazimierz Nycz, Metropolita Warszawski, w obecności Józefa kard. Glempa, Prymasa Seniora. I ja tam byłem, wiersz mój pięknie wydrukowany i oprawiony, staraniami księdza Proboszcza Tadeusza Bożełki, został umieszczony przy głównym ołtarzu i [podczas MSZY Świętej poświęcony przez Józefa kard. Glempa, Prymasa Polski, i do kaplicy w podziemiach kościoła uroczyście poświęcony. Na uroczystym obiedzie, zaproszony przez Państwa Noszczyków, miałem okazje porozmawiać o Błogosławionym Księdzu Jerzym Popiełuszce z jego Ekscelencja, Józefem kardynałem Glempem, który ze smutkiem w oczach wyznał mi, że żałuje, iż nie nakazał księdzu Jerzemu wyjechać do Rzymu, bo może uratowałby Mu życie.



Kościół św. Stanisława Kostki na Żoliborzu (dolny)

Dolny kościół św. Stanisława Kostki (kaplica św. Franciszka z Asyżu) to najmniej znana świątynia na Żoliborzu – a szkoda, bo od niedawna jest to miejsce niezwykłe. Dwa lata temu dolny kościół przebudowano - autorzy projektu, prof. Konrad Kucza-Kuczyński i Andrzej Miklaszewski, do współpracy zaprosili dzieci z pracowni Fundacji "Dziecko i Sztuka" Barbary Szydelskiej. I to właśnie dzieci namalowały freski według Kwiatków Świętego Franciszka, zdobiące wszystkie ściany kaplicy (z wyjątkiem tej za ołtarzem). Całość robi świetne wrażenie, wnętrze kaplicy jest jasne i radosne (zwłaszcza w porównaniu z wystrojem górnego, "właściwego" kościoła św. Stanisława Kostki). To bardzo czytelne, bezpretensjonalne nawiązanie do fresków z Bazyliki św. Franciszka w Asyżu, której duże podświetlone zdjęcie jest wyeksponowane na ścianie kaplicy.

Jak trafić do kaplicy św. Franciszka?

 Należy jak najdalej odejść od "Ściany Pamięci Narodowej Bóg i Ojczyzna" - wejście do kaplicy znajduje się dokładnie po drugiej stronie kościoła.

Foto nr 1. Kaplica sw Franciszka w Warszawie

Foto nr 21. św. Franciszek i wilk z Gubbio w wersji żoliborskiej



Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)

Lis i święty Franciszek

Pamięci Franciszka Noszczyka

Gdyby lis
spotkał świętego Franciszka
spojrzałby na niego
ciemnymi kropelkami oczu
dodałby do nich
iskierki sprytu
połasiłby się do nóg
jak wierny pies
lub wskoczyłby
na rozmodlone kolana
jak kot

ucieszyłyby się ryby w jeziorze
kuropatwy radośnie wybiegłyby z krzaków
a wszystkie chore dzieci
wyklaskałyby na cześć Pana
dziecinne i dziecięce
pieśni i piosenki
dziękczynne
długo rozbrzmiewałyby w szpitalnych salach
i domowych zaciszach

lecz zawsze
gdzieś i kiedyś
nadchodzi Chwila
gdy zamiast puszystego
i pomarańczowego Liska
do św. Franciszka i do nas
zapuka Nieproszony Gość
Siostra Śmierć
by zabrać kogoś

kogo bardzo kochamy

chcielibyśmy zamknąć drzwi
przełożyć spotkanie
na nigdy i nigdzie
ale Ona czeka
Czarny Nieproszony Gość

Lisek schował się do nory
kuropatwy uciekły w chaszcze
Wilk z Gubbio puszystym ogonem
wilcze pozacierał tropy
a my pokornie otworzyliśmy
drzwi tak trzeba było
choć bardzo bardzo ciężkie
trudno
niech się dzieje wola
Nieba

Boże ufam Tobie…

Włocławek, 10 listopada 2010, godz. 06:31

sobota, 25 lutego 2017

Ja Pysia wam to mówię (opowieść 8 – nie lubię jeść sama)

Małgosia i Czaruś w domu. Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)    



To prawda. Nie lubię jeść sama. Często w nocy czy w dzień, gdy tylko zsunę się ze swego posłania na kołderce położonej na poduszce z suchego piasku, od razu podchodzę do Pana. On ostatnio dużo pracuje. Często stuka palcami w takie plastikowe płaskie pudełko z siwymi kwadracikami i ja lubię to klik, klik, klik. Takie to przyjemnie rytmiczne. Ostatnio jednak Pan zakłada na uszy takie dwie czarne puszki i coś gada do tej płaskiej skrzyneczki, co to świeci na jego biurku. Ludzi nazywają to ekranem. Sama to wiele razy słyszałam i widziałam. Tylko nie wiem, czemu ostatnio gada tak często?  Ciekawe, prawda?.  Mówi, że pracuje, żebyśmy mieli, co jeść i aby w domu było ciepło. Często mówi, że jest nauczycielem i czegoś tam kogoś uczy? Musi to być prawda!


Moja klawiatura w domu Naszym Wilkowisku. Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)    



Zastanawiam się czasami, kim Pan jest naprawdę? Chyba jedna przewodnikiem naszego stada psiaków. Nieprawdaż? Staram mu się, zatem nie przeszkadzać. Jednak jak muszą wyjść na dwór za potrzebą, gdy jestem głodna, albo kiedy chce mi się pić, to najpierw podchodzę powoli do Pana, potem patrzę mu w oczy i staram się mu pokazać moimi ślepiami i ogonem, o co mi chodzi. Na ogół Pan mnie rozumie i wychodzi ze mną ze swojego gabinetu do kuchni lub otwiera drzwi na dwór, bym mogła wyjść i pobiegać po podwórzu.
Teraz jest noc, Pan wcześnie wstał, a właściwie to ja go obudziłam. Najpierw sam poszedł na podwórze i zamknął w kojcach Zoję i tego małego Reksia. Ja mogę wychodzić tylko wtedy, gdy  Zoja jest już zamknięta, bo ona to za zwyczaj czujnie  leży pod drzwiami lub biega wokół domu. Pan mówi, że ona nocą dyżuruje, a Reksio jej pomaga. Pewnie tak jest, bo Zoja to duża i silna sunia i ona nikogo nie wypuści, ani nie pozwoli nikomu wejść do domu czy na podwórze. W dzień to dyżurują inne psy. Najwięcej to Elziczka i Borys. Wtedy my, czyli ja, Czaruś i ta nowa, czyli Lena, wybiegami na dwór i możemy sobie poszaleć. Ja rozpuszczam na wietrze mój pióropusz, czyli ogon, z którego jestem bardzo dumna. Lubię to bieganie. Czaruś to najpierw szybko przebiera łapkami, a potem to tak dziwnie sika, bo unosi się na dwóch przednich łapkach, a tylne mu wiszą w powietrzu. Jak Pan to widzi, to wybucha śmiechem. Pani nas ostatnio karmi sama, bo Pan to ostatnimi dniami i nocami dużo pracuje. Jednak dla mnie ma zawsze czas.
Ta Lena to się u nas zadomowiła. Nawet ją lubię. Zresztą, powiem Wam, że wszystkie nasze psiaki ją polubiły, ale najbardziej to chyba Elziczka. Czasami próbuje ona wyrwać groźnej Elziczce kij czy pluszaka, a ta jej  pozwala i wcale na nią nie warknie. Hmm… To takie dziwne!
Wspomniałam Wam, że nie lubię jeść sama. To prawda. Dzisiaj o piątej rano obudziłam Pana. Gdy podwórko było już bezpieczne, cała nasza domowa trójka wyskoczyła z domu, a tam w obejściu leżał ten biały, zimny puch. Lubimy tę biel. Ucieszyłyśmy się. Jak trochę pobiegałyśmy i pomogłyśmy Panu zebrać drewno i węgiel (to takie czarne bryły), to Pan nas pochwalił i powiedział:
- Moje kochane psiaki! Co ja bym bez was zrobił? – tak powiedział.
Potem wróciłyśmy do domu, a na podwórku pozostały dwa wypuszczone przez Pana psiaki: wielki Borys i dynamiczna Elziczka.
Czaruś i Lena śpią, a ja podchodzę do biurka, bo Pan już zaczął pracować. Wtedy Pani mówi, że jest pisarzem i pracuje, więc nie należy mu przeszkadzać. Ja się jednak za bardzo tym nie przejmuję i podchodzę, do biurka, żeby Pan poszedł ze mną do kuchni, bo chciałam sobie trochę podejść.  Pan robi sobie herbatę i pije. Musi być koło mnie. Jeśli idzie do gabinetu, to ja zaraz zmierzam za nim i trącam go pyszczkiem w nogę. Musi ze mną wrócić do kuchni, bo ja naprawdę nie lubię jeść i pić sama…



Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.) z perspektywy Pysi.  Foto: Małgorzata Izabela Glazik