środa, 18 lutego 2015

Popielec, spokojny dzień i nasze psy

Popielec, spokojny dzień i nasze psy, Trochę spokoju i normalności. Krzątanie się w mieszkaniu i koło domu. Baron Borys dyżuruje przed domem, a Pysia i Lady Elza swobodnie się przemieszczają asystując nam we wszystkich codziennych czynnościach. Elza za każdym razem schodzi ze mną do garażu i do kotłowni. Borys [podchodzi do mnie, gdy rozniecam ogień w piecu na wszystko. Podczas przerw w tej pracy, wychodzę na dwór i bawię się z naszymi psami. Dobrze się tu czują ....

środa, 11 lutego 2015

Dog Borys i Czarny kot Edgara Allana Poego



Czarny kot Edgara Allana Poego został opublikowany 19 sierpnia 1843  roku na łamach The Saturday Evening Post. W tym czasie publikacja nosiła tymczasowy tytuł United States Saturday Post. Czytelnicy zareagowali pozytywnie na nowelę, co dało początek różnym parodiom, wliczając w to The Ghost of the Grey Tadpole autorstwa Thomasa Dunna Englisha.
Czarny kot Edgara Allana Poego to niesamowita opowieść.




Opis fabuły
Historia prezentowana jest z perspektywy narracji pierwszoosobowej, z anonimowym narartorem. Opowiada on, że od najmłodszych lat kochał zwierzęta. On i jego żona posiadają ich wiele, włączając w to dużego czarnego kota Plutona. Narrator i zwierzę są sobie wyjątkowo bliscy. Ich wspólna przyjaźń trwa kilka lat, do momentu gdy popada on w alkoholizm. Pewnej nocy, gdy przychodzi do domu pijany, zauważa, że kot stara się go unikać. Gdy próbuje go złapać, przestraszone zwierzę gryzie go. Ten w napadzie szału chwyta go, wyciąga nóż z kieszeni i umyślnie wydłubuje kotu oko.
Od tego momentu kot ucieka z przerażeniem na widok swojego pana. Początkowo narrator ma wyrzuty sumienia i żałuje swojego okrucieństwa. Ale to uczucie szybko ustępuje miejsca irytacji. Pewnego razu zabiera on zwierzę na zewnątrz i wiesza je na drzewie, gdzie umiera. W nocy jego dom ogrania tajemniczy pożar, który zmusza narratora, jego żonę i służbę do ucieczki. Gdy następnego dnia wraca do ruin swojej posiadłości, spostrzega na jedynej ścianie, która ocalała, figurę gigantycznego kota, powieszonego na linie.
Początkowo jest przerażony, ale stopniowo, wymyśla logiczne wyjaśnienie do tej sytuacji i zaczyna tęsknić za Plutonem. Po pewnym czasie znajduje on w tawernie podobnego kota. Ma taką samą wielkość i kolor jak Pluton, także brakuje mu jednego oka. Jedyną różnicą jest duża biała łata na brzuchu zwierzęcia. Narrator zabiera je do domu, lecz szybko zaczyna czuć odrazę, a nawet strach do kota. Plama na brzuchu zwierzęcia zaczyna nabierać kształtów i widzi on w tym obraz szubienicy. Następnie, gdy narrator i jego żona odwiedzają piwnicę w ich nowym domu, kot wchodzi pod nogi swojego pana, tak, że ten niemal spada ze schodów. W napadzie szału, bierze do ręki siekierę i próbuje zabić zwierzę, lecz jego żona go powstrzymuje. Rozwścieczony rozbija głowę swojej żony. Aby ukryć jej ciało, usuwa cegły ze ściany, chowa tam zwłoki i zamurowuje całość ponownie. Gdy zaalarmowana policja przychodzi do domu, nic nie znajduje i narrator jest wolny. Kot, którego chciał uśmiercić, przepadł. Ostatniego dnia śledztwa, towarzyszy on policji w piwnicy. Ten, pewny swojego bezpieczeństwa, komentuje solidność budynku i puka w miejsce gdzie schował ciało swojej żony. Nieludzki odgłos wypełnia wtedy pomieszczenie. Zaalarmowana policja burzy mur i znajduje ciało żony. Na jej głowie, ku przerażeniu narratora, znajduje się piszczący czarny kot. Zamurowałem potwora w mogilnej wnęce - dodaje.
Analiza
Tak samo jak w noweli Serce oskarżycielem, narrator w Czarnym kocie jest w wątpliwym stanie psychicznym. Na początku historii mówi, że faktycznie musiałby on osiągnąć stan szaleństwa, jeśliby miał oczekiwać od czytelnika, że ten uwierzy w historię, dając do zrozumienia, że został już oskarżony o szaleństwo. Czarny kot zawiera twarde potępienie alkoholizmu. Czyny narratora są spowodowane działaniem alkoholu, wrogiem, który niszczy jego osobowość. W noweli da się także dostrzec skłonność do opisu zła samego w sobie. Narrator wie, że zwierzęta są niewinne, właśnie dlatego je kocha, jednak daje się porwać i gnębić duchowi przekory, aż zabija w afekcie swoją żonę.
Aluzje
Użycie przez pisarza motywu czarnego kota prowokuje skojarzenia z różnymi przesądami, np. przesąd przytoczony przez żonę narratora, że wszystkie koty są wiedźmami w przebraniu. Tytułowy kot ma imię Pluton po rzymskim bogu podziemi.




wtorek, 10 lutego 2015

Nasza sfora a psy w literaturze

Odyseusz i pies Argos.

Stare powiedzenie głosi, że najlepszym przyjacielem człowieka jest pies. Przekonał się o tym już prawie trzy tysiące lat temu tytułowy bohater eposu Odyseja Homera. Odyseusz powracił do domu po dwudziestu latach tułaczki. Dziesięć lat walczył w wojnie trojańskiej, a przez następne dziesięć tułał się po świecie. Mimo że był przebrany za żebraka, został rozpoznany po powrocie przez swojego psa Argosa – wiernego przyjaciela, który zaraz po tym zdechł. Motyw psa wielokrotnie pojawiał się w powieściach przygodowych i obyczajowych rónych epok literackich. Najpopularniejszym tytułem, który przychodzi do głowy to „Lassie wróć!” Erica Knighta. Opowieść o losach słynnego owczarka collie zna każde dziecko, bo to od dawna bestseller i klasyk literatury dziecięco-młodzieżowej.
Znamiennym przykładem w powieści przygodowej jest tutaj twórczość lubianego w Polsce – Jacka Londona. Biały Kieł z 1906 roku to historia tytułowego wilka (oraz jego matki), którzy trafiają w czasie polowania w ręce Indian. Sprzedany później niejakiemu Pięknisiowi, jest bity, głodzony i zmuszany do brania udziału w walkach psów.
Innym znanym dziełem Londona z czworonogiem w roli głównej jest Zew krwi (1903). Tutaj mamy do czynienia z mieszańcem bernardyna i owczarka szkockiego – Bucka, który wychowany w mieście, musi stawić czoło trudnemu życiu na dalekiej i zimnej Alasce. Obie wspomniane książki Londona zostały zekranizowane.
Pies Baskerville’ów to jedna z najgłośniejszych i najczęściej adaptowanych na ekrany kin powieści sir Artura Conan Doyle’a. Akcja powieści rozgrywa się na rozległych, ponurych i niebezpiecznych wrzosowiskach hrabstwa Devon. Właśnie tam w niejasnych okolicznościach giną kolejni spadkobiercy majątku Baskerville'ów. Niektórzy przypisują tajemnicze wypadki klątwie, prześladującej ród od przeszło dwóch wieków. Do akcji musi wkroczyć we własnej osobie Sherlock Holmes, wraz ze swoim nierozłącznym przyjacielem – doktorem Watsonem. Na miejscu domniemanych morderstw widziany jest przerażający, nadnaturalnych rozmiarów pies...
Niemniej groźny, choć bardziej bliski naszym czasom jest Cujo – tytułowy bohater powieści z 1981 roku amerykańskiego mistrza horroru, Stephena Kinga. To bernardyn, mieszkający wraz z rodziną Cambers na farmie w okolicy Castle Rock. Pewnego dnia zostaje ukąszony przez nietoperza zarażonego wirusem wścieklizny. Z dobrodusznego zwierzęcia staje się maszyną do zabijania. Czy komuś z rodziny uda się ocalić życie, czy wszyscy zostaną zagryzieni przez zarażoną bestię?
Psy są szeroko obecne także i w naszej rodzimej literaturze. Któż z nas nie zna Szarika ze słynnej powieści Janusza Przymanowskiego Czterej pancerni i pies? Ponad półwieczna kariera załogi „Rudy 102” została w pamięci już prawie trzech pokoleń, uwieczniona w nadal popularnym serialu telewizyjnym.
Znaną i lubianą postać psa Ferdynanda Wspaniałego stworzył w 1963 roku Ludwik Jerzy Kern. Ferdynand jest bohaterem bajki dla dzieci i młodzieży utrzymanej w konwencji filozoficznej groteski. Marzy o tym, aby zostać człowiekiem, a swoje marzenia spełnia we śnie.
W szkole podstawowej każdy z nas musiał natomiast usłyszeć historię bohaterskiego Lampo – psa z opowiadania Romana Pisarskiego O psie, który jeździł koleją. Jest to stworzenie bardzo inteligentne i aktywnie uczestniczy w życiu stacji kolejowej, na której zamieszkuje. We wzruszającym finale opowiadania Lampo ratuje dziewczynkę, która pozostawiona bez opieki bawi się na torach, wypychając ją spod kół pędzącego pociągu. Bohaterski pies ginie, stając się symbolem mądrości, wierności i poświęcenia.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Psie serce Michaiła Bułhakowa


Michaił Bułhakow i jego piesek.
Foto. 1937. Źródło: https://flic.kr/p/5TMSyw

Psie serce (ros. Собачье сердце) to tytuł opowiadanie Michaiła Bułhakowa, opublikowanego po raz pierwszy w ZSRR w roku 1987. Początkowo utwór miał znaleźć się w tomie Diaboliada , wydanym w 1925 roku, jednak włączeniu opowiadania do zbioru sprzeciwił się przewodniczący moskiewskiej rady miejskiej, Lew Kamieniew.  Bohaterem opowiadania jest profesor Preobrażeński, który przeszczepia psu Szarikowi ludzką przysadkę mózgową. Zwierzę zmienia się w człowieka, ale tym samym zyskuje najgorsze ludzkie przywary. Utwór w sposób zawoalowany podejmuje krytykę rewolucji proletariackiej. Opowiadanie zostało zekranizowane przez reżysera włoskiego Alberta Lattuadę w 1976 roku pt. Cuore di cane oraz w 1988 roku przez Władimira Bortko. 

Satyryczna, pełna gorzkiego humoru powieść Michała Bułhakowa. Autor opisuje w niej niezwykły eksperyment znanego moskiewskiego uczonego, który wszczepił psu ludzką przysadkę mózgową. Niespodziewanie okazało się, że ku swej hańbie i rozpaczy przemienił sympatyczne zwierzę w aroganckiego prostaka, złodzieja, alkoholika, łotra bez skrupułów, czyli osobnika równie odrażającego, jak dawca przysadki. Ta nieudana metamorfoza ilustruje pogląd pisarza, że nie wolno ingerować bezkarnie w prawa natury, gdyż może się to obrócić przeciwko eksperymentatorom. Ewolucja, a nie rewolucja (w najszerszym rozumieniu tego słowa), jest jedyną drogą do uszlachetnienia gatunku ludzkiego. (ze strony Prószyński i S-ka)

Opowiadanie o psie, który stał się człowiekiem. Utwór uniwersalny i przerażający w swojej wymowie - ufne zwierzę, które nikomu niczym nie zawiniło, doktor wykorzystuje do własnych interesów. Dokonuje eksperymentu: przeszczepia zwierzęciu jądra i przysadkę od martwego człowieka. Przesycona absurdalnym humorem, gorzka historia o stworzeniu „całkiem nowego człowieka”, która stała się literackim obrazem absurdów Rosji pod władaniem Stalina.
Ta krótka książka opisuje eksperyment naukowy i jego skutki. Skutkiem jest uczłowieczenie psa, które doprowadza do irytacji profesora Preobrażeńskiego. Pierwsza część książki jest przyjemna, nawet zabawna. Z kolei druga to bardzo przygnębiający obraz.
Tym razem nie miałem już do czynienia z wydanym samodzielnie opowiadaniem, a faktyczną minipowieścią (biorąc za wyznacznik objętość, oczywiście). Rzecz kręci się wokół moskiewskiego naukowca – i lekarza zarazem – prowadzącego liczne eksperymenty na ludziach i zwierzętach, z poszanowaniem zasad sztuki. Jako że odniósł w swym życiu liczne sukcesy, z których mogli skorzystać również możni Rosjanie, jego status pozwalał na przeprowadzenie nawet najbardziej szalonych doświadczeń. Jednym z takich było przeszczepienie Szarikowi – ulicznemu kundlowi – ludzkiej przysadki mózgowej i narządów rozrodczych.
„Psie serce” jest nie tylko satyrą, ale i opowieścią z morałem, zaś główni bohaterowie są zdecydowanie dalecy od bycia bezrefleksyjnymi. To historia o tym, że naturę najlepiej zostawić w spokoju, a nawet najbardziej – zdawałoby się – przełomowe odkrycie może być całkowicie bezwartościowe ze względu na to, jakie skutki za sobą pociąga. W ramach poznawania klasyki literatury, zdecydowanie warto po tę pozycję sięgnąć.


sobota, 7 lutego 2015

Codzienność i pies Ignacego Rzeckiego



Czy pamiętacie, jakiej rasy był i jak się wabił pies Rzeckiego? Tak, tak, był pudel o imieniu Ir. Zatem teraz opowiem Wam o Ignacym Rzeckim i jego psie. Sam Rzecki to postać fikcyjna, bohater powieści Lalka Bolesława Prusa. Dzięki zamieszczeniu w powieści Pamiętnika starego subiekta staje się drugim pierwszoplanowym narratorem utworu.
Jest człowiekiem starej daty: gorącym bonapartystą (jako i ja) i zapatrzonym w przeszłość romantykiem. Jego kalkulacje polityczne są dość naiwne, wierzy w rychłą wojnę, która przyniesie Polsce niepodległość, nadal po 1871 roku jest zapatrzony we Francję.
W czasie trwania akcji utworu, od 25 lat mieszka w pokoiku przy sklepie, w którym pracuje jako subiekt najpierw u Mincla, a potem u Wokulskiego. Przyjaźni się bardzo z przełożonymi. Pracuje z wielkim uczuciem, przy tym jest niezwykle skromny i oddany swojemu zajęciu, jednak zupełnie nie umie poradzić sobie w życiu.
Prowadzi monotonne, proste życie. Codziennie wstaje o szóstej, myje się, wyciera. Wypuszcza psa na dwór, robi herbatę, myli przy zapinaniu mankietów, idzie na dwór zobaczyć pogodę, parzy herbatą, czesze i o wpół do siódmej jest gotów do pracy. Po tym otwiera tylne drzwi do zakładu, zapala światło i sprawdza listę zajęć na dany dzień. Później robi przegląd towaru na półkach i gablotach. Codziennie około trzynastej idzie do swojego pokoju na obiad, z którego wraca godzinę później. O ósmej zamyka sklep, robi dzienny rachunek, sprawdza kasę i robi listę zadań na kolejny dzień. Jeśli miewa udany dzień czyta wieczorami prasę lub gazety. Zdarza się czasem, że grywa na gitarze.
Czasami mówił na głos zdania w rodzaju: - Głupstwo handel... głupstwo polityka... głupstwo podróż do Turcji... głupstwo całe życie, którego początku nie pamiętamy, a końca nie znamy... Gdzież prawda?.... Z tego powodu uważano go czasem za bzika. Pisał też pamiętnik.
Rzadko wychodzi na dwór, a jego spacery dotyczą jedynie najbliższych uliczek. Mimo to, wie wiele o swoich pracownikach – gdzie przebywają, z kim i o której.

Jego towarzyszem był jednooki pudel Ir. Po sprzedaży sklepu jest spychany na drugi plan i nieustannie kontrolowany. Nie umie dojść do wniosku, że jego życiowe ideały legły w gruzach. Ostatecznie umiera w wielce symbolicznej scenie w swoim miejscu pracy, które tak ukochał. Był starym idealistą, który okazał się nie przystawać do czasów, w których żył.

piątek, 6 lutego 2015

Prezydent USA Barack Obama i jego ulubiony pies (newsy i zdjęcia)



Również obecny prezydent USA Barack Obama, jak wielu z nas, stanął przed koniecznością podjęcia decyzji, jakiego psa chciałby w swojej rodzinie.  Po wygranych wyborach w listopadzie 2008 roku równie ważnym zadaniem jak skompletowanie prezydenckiej administracji stał się wybór prezydenckiego psa. Sprawa nie była prosta, bo Malia – starsza córka państwa Obamów – jest uczulona na sierść. Wybór padł więc na portugalskiego wodołaza, przedstawiciela jednej z nielicznych ras, których sierść nie zawiera alergenów. Podczas wizyty w Lizbonie Obama mógł zażartować, że jeden z członków jego rodziny ma portugalskie korzenie. Znakomicie wpłynęło to na atmosferę spotkania.
Fotografia psa trzymającego w pyszczku piłkę wpadła wszystkim w oko być może dlatego, że prezydent opatrzył ją śmiesznym komentarzem, nawiązującym do filmu "Wredne dziewczyny" z Lindsay Lohan w roli głównej. Napisał: „Bo, stop trying to make fetch happen”. W wolnym tłumaczeniu oznacza to: „Bo, przestań się tak ekscytować, nic dobrego cię nie czeka”.
Ten portugalski pies wodny jest prawdziwym oczkiem w głowie Obamów. Jego zdjęcia pojawiają się nie tylko na Twitterze Białego Domu, ale także na Facebooku i prywatnych kontach pary. Ostatnio prezydent wraz z rodziną udał się na urlop na wyspę Martha's Vineyards. Oczywiście, Bo pojechał z nimi. Doleciał na miejsce chwilę później oddzielnym helikopterem. To się nazywa życie!


Bo - przygarnięty przez państwa Obama pies podobno ma w Białym domu całkiem dobrze.

czwartek, 5 lutego 2015

Wierny pies znalazł pana (gawęda dziadka Franciszka Tetzlaffa ze Lnianka)

                   Niedaleko Gniewa leży nieopodal Wisły wieś Dąbrówka. Kiedyś na jej skraju była karczma, której budynek jeszcze stoi. Karczmę tę nazywano „Polną", bo przylegały do niej pola. Krzyżujące się drogi doprowadzały do karczmy klientów, nieraz bywało tam rojno i hucznie, na przykład, kiedy odbywały się dożynki czy tańce. Przez pewien czas karczma należała do człowieka, o którym ludzie mówili źle, szeptali to i owo, ale nikt konkretnie nie mógł mu nic zdrożnego zarzucić.
W tamtych czasach nie było w tych stronach ani pociągów, ani autobusów, ludzie wędrowali od wsi do wsi, od miasta do miasta piechotą, bogaci na koniach albo w karetach. Strony te przemierzał niejeden domokrążny kupiec ze skrzynką na ple­cach, a także niejeden rzeźnik z woreczkiem na pieniądze i z psem. Pewnego dnia taki właśnie rzeźnik zjawił się przed nocą u karczmarza. Poprosił o wieczerzę dla siebie, a także dla psa. Po wieczerzy dał się zaprowadzić na spanie. Psa kazał przy­wiązać na zewnątrz na sznurze, żeby się nie włóczył po wsi. Następnego dnia rano pies jakoś wyswobodził się ze sznura i wałęsając się po drodze od czasu do czasu wył. Karczmarz zdziwił się, w jaki sposób kundel wydostał się z uwięzi, zaczął go odganiać, rzucać w niego kamieniami, potem próbował czymś go do siebie przywabić, ale pies nie dawał się złapać. Za wiele z psem cudować nie mógł, bo kręcili się ludzie, zresztą musiał wracać do karczmy. Ludzie zorientowali się jednak, że z tym psem nie jest tak, jak być powinno. Poznali go - zawsze chodził ze swoim panem, kiedy ten odwiedzał gospodarzy ku­pując świnie.
- Gdzie rzeźnik? - zaczęli pytać. - Pies przy karczmie lata to tu, to tam, wyje, a jego pana nie ma. Gdzie może być?
Najpierw tak do siebie szeptali, a potem zaczęli gadać głośno, sąsiad do sąsiada.
W Ostrowitem był żandarm. Akurat tego dnia – wysoki, na szkapie, przy szabli, w pikelhaubie – jechał przez Dąbrówkę do Opalenia, gdzie właśnie budowano most na Wiśle. Był spo­strzegawczy, miał bystre oczy, dziwne zachowanie psa zwró­ciło jego uwagę. Zatrzymał się przy karczmie, żeby zapytać karczmarza, co słychać. Spytał też o psa i jego pana, bo pies był mu znany. Karczmarz się trochę speszył. Żandarm to widział i zaczął pytać dalej. Uspokojony wyjaśnieniami karczmarza już wskoczył na konia, by jechać swoją drogą, ale właśnie w tym momencie pies znowu zaczął przeraźliwie wyć i doskakiwać do płotu, jakby chciał się dostać do ogrodu. Akurat do płotu zbliżyli się chłopcy, którzy też psa znali. Jeden ź nich, odważniejszy od innych, podbiegł do żandarma i powiedział, że pies już od rana w tym miejscu skacze i wyje. Żandarm na powrót zsiadł z konia. Wszedł do karczmy i zmusił karczmarza, aby wpuścił psa do ogrodu. Karczmarz, chcąc nie chcąc, musiał to zrobić. Pies w ogrodzie skoczył na kupę chrustu świeżo narzu­coną przy szczycie budynku i zaczął ją rozdrapywać łapami. To już wszystkim podpadło.
- Co tam jest? - zapytał karczmarza żandarm.
- Tam jest dół, w którym wczoraj zakopałem zdechłe pro­sięta. Kundel pewno głodny, więc grzebie za mięsem – odpo­wiedział chytrze ten łobuz.
Pies dalej grzebał, a przy tym jakoś dziwnie, lękliwie spo­glądał na ludzi. Najbardziej na żandarma, jakby wiedział, że to właśnie on może mu pomóc.
Żandarm kazał odrzucić chrust. Karczmarz nie chciał tego zrobić. Skoczyło więc dwóch wyrostków i wkrótce chrust był odrzucony. Teraz zobaczyli niedawno kopaną ziemię,
- Tam są te „zdechłe chore prosiaki. Dajcie pokój, możecie się zarazić – powiedział karczmarz do młodych, którzy już brali się do odkopywania.
Jednakże żandarm kazał im kopać. Pies teraz zajadlej pomagał pazurami i pyskiem. Kiedy parę razy odrzucili łopatą ziemię, zahaczyli o odzienie trupa. Karczmarz wówczas w nogi. Młodzi za nim. Wnet go mieli. Zresztą żandarm ryknął:
- Stój, bo strzelę!
Pies tymczasem lizał skronie zabitego pana. Już nie wył, tylko skamlał. Siadł i skrzyżował łapy, patrząc na Judzi, jakby chciał pana bronić. Dopiero gdy przyjechała z Opalenia żona zabitego i go pogłaskała, wstał i ze spuszczonym ogonem po­szedł za wozem, na którym więziono zwłoki do wsi.




Karczma zaczęła przechodzić z rąk do rąk żaden z jej nabywców nie miał już licznej klienteli. Po latach nabył ją za tanie pieniądze Maciej Tramowski, wielki Polak i gorliwy katolik. Popierali go członkowie Towarzystwa Ludowego, którym da­wał salę na różne zebrania. Teraz karczma znowu wrzała ży­ciem, roiło się w niej od ludzi młodych i starszych. To się nie podobało Niemcom, a najbardziej karczmarzom z Kolonii Ostrowickiej. Właśnie w tym czasie rząd pruski zaczął nękać polskich kupców, więc do Tramowskiego coraz to zajeżdżał żandarm, aby węszyć za tym czy tamtym. Szukał polskich książek i pism, czepiał się paragrafów, dopatrywał jakichś nieporządków. Ale Tramowski się trzymał, żandarm nie mógł znaleźć niczego, co by dawało podstawę do zamknięcia kar­czmy. Odjeżdżał ze spuszczoną głową.
Aż kiedyś przypomniał sobie opowieść o tym wiernym psie. Zaczął wertować stare protokoły i, proszę, znalazł notatkę o dole wykopanym przy szczycie budynku. Zaraz wskoczył na szkapę i do Tramowskiego. Tu zanim wszedł do karczmy, naj­pierw obejrzał całą zagrodę, ogród, szczyt domu. Ucieszony tym, co dostrzegł przywołał do siebie karczmarza i poprosił go do ogrodu. Tam, rozkraczywszy nogi, wskazał ścianę szczyto­wą i wycisnął przez zęby:
- Wej! Rysa. Szczyt grozi zawaleniem. My, Niemcy, dbamy o ludzi, o waszych klientów także. Karczma musi być od jutra zamknięta.
Tramowski prosił, tłumaczył, że szczyt jest mocny, że tak jest od lat – maleńka ryska. Zalepi ją zaprawą murarską i nikt jej nawet nie dostrzeże. Nie ma mowy o jakimś niebezpieczeń­stwie. Jednak żandarm jakby tego nie słyszał. Wypisał nakaz za­mknięcia karczmy i koniec.
Niemieccy karczmarze zacierali ręce, a Tramowski czekał na inne, lepsze czasy.