sobota, 22 sierpnia 2015

Nasz królik Truś (wspomnienie)





Opiekowaliśmy się nim 10 lat. Mieszkał w kuchni w naszym mieszkaniu w Kowalu. Trafił do nas jako prezent od mojego szwagra z Włocławka. Kupił go on od swoich sąsiadów. Truś miał dziesięcioro rodzeństwa. Po roku cała jego królicza rodzina wyginęła, bo pojawiła się tam jakaś zaraza. Miał on być miniaturką królika, ale niespodziewanie nam urósł i był wielkości średniego kota.
Skoro przeżył w naszym mieszkaniu 10 lat, to widocznie opiekowaliśmy się naszym króliczkiem prawidłowo. Wiele osób twierdzi, że króliki są bardzo łatwe w hodowli i nie potrzeba im wiele, jednak, niestety, mylą się. Króliki też mają swoje potrzeby, które my mamy obowiązek rozpoznać i spełnić.
Truś miał swoją klatkę, ale często pozwalaliśmy mu biegać po cąłym mieszakniu. Bardzo to lubił. Jak była dobra pogoda, to dzieci brały go do pobliskiego parku. Czasami jechał z nami na wycieczkę nad strugę. Można go było zabierać, bo się nie oddalał od samochodu. Miał swoją kuwetkę, specjalnie kupowaną karmę i listki sałaty, poidełko (wygodniejsze niż miska), dwie miski (na pokarm suchy i mokry jak np. jabłko), siano, żwirek (do kuwety, niezbrylający się), warzywa, owoce, zioła, szczotkę (dla zwierząt). Dużo rodzinnej cierpliwości i miłości to niezbędne czynnik utrzymujące zwierzaki w dobrej formie i zapewniające im długie z i dobre życie.
Nakładaliśmy mu dużo sianka, ponieważ króliczek lubił się kłaść, leniuchować, rozkładać i podgryzać metalowe szczebelki klatki, dlatego co jakiś czas trzeba było mu kupować nowy domek. W klatce miał paśnik i wkładaliśmy mu tam sianko, żeby króliczek sobie podjadał. Córeczka go uwielbiała. Lubiła się z nim opiekować i się z nim bawić.
Nigdy nie zapomnę ostatnich miesięcy i dni Trusia, a właściwie nocy, bo wtedy zaczynał od nas odchodzić. Wykorzystywałem dany od Boga dar leczenia i starałem się go wzmocnić. Tak przedłużało się jego życie o kilka miesięcy. Jednak nadeszła ostatnia noc. Czułem jak głęboko wzdycha. Poszedłem do niego, wziąłem go na kolana i tak go trzymam kilka godzin. Czuł się bezpiecznie przytulony do moich dłoni. W pewnym momencie, jak człowiek, spojrzał na mnie, głęboko westchnął, mocno się przytuli do moich dłoni, przymknął oczy i …

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz