niedziela, 15 maja 2016

Karol Wojtyła i jego ukochany pies Lolek

Dziś rano jak tylko powitałem dzień modlitwą, potem przywitałem się z naszymi psiakami i gołębiami, wypuściłem kury z kurnika na wybieg, usiadłem przy komputerze. Opublikowałem na fc dwie notki o psie św. Jana Bosko. Po chwili zadałem sobie pytanie: czy nasz papież Jan Paweł II miał psa? Zacząłem od poszukania informacji i zdjęć w Internecie, bo książki mamy już spakowane do kolejnej przeprowadzki. Nie było to łatwe, ale znalazłem fotografię Karolka Wojtyły z jego ukochanym psem Lolkiem. Oto ona:


Foto: Karol Wojtyła z ukochana mamą Emilią
 i ukochanym psem Lolkiem 
(Karol Wojtyla of beloved mother Emilia 
and her beloved dog Lolek)

Młody Karol stoi przy swej ukochanej matce Emilii. Przy nodze Karola waruje jego ukochany pies. – Mój Lolek zostanie wielkim człowiekiem – zwykła proroczo mawiać mama Karola Wojtyły. („Fakt” 26.04.2014 17:37. Redaktorzy tej codziennej  gazety dotarli do nieznanych zdjęć Jana Pawła II ... Przy nodze Karola waruje jego ukochany pies...)
Nie byłem uważnym ministrantem – wspominał swe pierwsze nabożeństwa Karol Wojtyła. Wtedy, gdy jako dziecko służył do mszy, nikt nie przypuszczał, że to przyszły Ojciec Święty Jan Paweł II. Może tylko poza jego matką Emilią, która mówiła: „Mój Lolek zostanie wielkim człowiekiem”. Ale ta niezwykła rola, jaką przyszło mu pełnić w Kościele, nie zmieniła go w niedostępnego hierarchę.
– Święty każdego dnia – tak znajomi i przyjaciele z dzieciństwa i lat wczesnej młodości wciąż nazywają Karola Wojtyłę.
Serdeczny uśmiech, iskry w oczach i niespożyta energia – Karol Wojtyła kochał życie …


Jan Paweł II i Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)
fotografia: Arturo Mari

Moje spotkanie z ojcem Świętym”: Gdy w moim ręku znalazło się zaprosze­nie na spotkanie Jego Świątobliwości Ja­na Pawła II ze środowiskami twórczymi Polski (13 VI 1987 r.), poczułem się jak człowiek, którego Bóg obdarzył niespo­dziewanym dobrem. Pierwszą pielgrzymkę obserwowałem w telewizorze, podczas drugiej wizyty Papie­ża znajdowałem się na Placu Jasnogór­skim, a teraz miałem być tak blisko Ojca Świętego, jak nigdy dotąd. Trzecia wizyta Papieża w Ojczyźnie. Około godz. 17:00 znalazłem się we wnę­trzu kościoła Świętego Krzyża w Warszawie. Świątynia szybko zapełniła się. Widziałem wielu wy­bitnych, znanych artystów. Czułem, że je­stem naocznym świadkiem wydarzenia o wielkiej wadze, świadczącego o nowej formie obecności artystów w życiu Koś­cioła. Słuchając recytacji, w napięciu oczekiwaliśmy na przybycie Papieża. Przez rozwarte drzwi świątyni na tle pogodnego niebo widać było sylwetkę Chrystusa po­chylonego pod ciężarem krzyża. O godz. 19.35 koło tego pomnika odezwały się burzliwe oklaski. Wszyscy wstali. Dostrze­głem nieco pochyloną sylwetkę Papieża, który po chwili wkroczył do kościoła, wi­tany narastającymi oklaskami. Powitanie przedłużyło się do pół godziny. Widzia­łem łzy w oczach ludzi. Po liturgii Ojciec Święty, wychodząc z kościoła, żegnał się z ludźmi stojącymi po prawej stronie przejścia. Minęła już godz. 22:00. Przede mną stał tylko starszy pan, to­też miałem nadzieję zobaczyć Jana Pa­wła II z bliska. Zebrani w świątyni zacho­wywali się różnie. Jedni niecierpliwili się i starali się zdobyć jak najlepsze miej­sce, inni spokojnie oczekiwali na przejście. Niektórzy pozostawali w modlite­wnym skupieniu. Panowała atmosfera ży­czliwości i wyrozumiałości. Ojciec Święty szedł powoli. Musiał być bardzo zmęczo­ny, a przecież widać było, że pragnie każdego z zebranych dostrzec, wysłuchać. Podałem Ojcu Świętemu dłoń, powiedzia­łem: „Dziękuję" i zaniemówiłem. (Mirosław Glazik  Moje spotkanie z ojcem Świętym, W:„Ład Boży" 1987 nr 26, s. 8)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz