środa, 28 stycznia 2015

Wielce obrażona Pysia

         

 Nasze psiaki. Pysia i Elza. Dom w Michelinie. Foto: M.A.G.

Wielce obrażona Pysia... Tak. To był prawdziwie wiosenny dzień w środku kalendarzowej zimy. Poranny spacer odbywał się spokojnie do momentu zamknięcia furtki na podwórko przed Rekinem i Pysią.  Ziemia rozmiękła, resztki śniegu, zalegające pola cienką warstewką, szybko topniały, a tu za podwórkiem niespodzianka... Cztery świeże kretowiska. Czyżby to była zapowiedź nadchodzącego ocieplenia, a może nawet przedwiośnia? Lady Elza, po przywiązaniu na smyczy Borysa do ogrodzenia i wypuszczeniu Rekina oraz Pyśki za płot, dała sobie założyć szelki bez problemu. Usiadła i czekała spokojnie, dopóki nie zapiąłem sprzączek od szelek.  Potem podszedłem do Borysa i już razem wyszliśmy na spacer naokoło domu. Pięknie idą na smyczy obok siebie: dumny szczeniaczek Borys i żywa jak iskierka Lady Elza. Rekin poszedł w kierunku drogi za Pyśką. Zawołałem go i wrócił, ale Pyśka pobiegła za staw. Cała ona... 
             Jednak po wykonania okrążenia zabudowań  przez cała naszą watahę (psiaki uwielbiają wspólne spacery), musieliśmy powrócić pilnie na podwórko. 
           Rano zazwyczaj wyprowadzam je sam, a po południu idziemy na dalszą trasę razem z Małgosią, bo bez niej nie oddalą się od gospodarstwa. Świeciło słońce, rozgrzewając powoli i delikatnie powietrze, zielone zboże  i drzewa … 
         Koło stawu zobaczyłem przemykającego bażanta. Za stodołą  i dalej za miedzą z osadzonymi na niej drzewami i krzewami przemknęło stado saren. Pierwszy zobaczył je Borys. Zamierzał za tym lekkomyślnym stadem leśnym pognać, ale posłuchał mojej stanowczej, powstrzymującej go od pogoni  za łaniami, komendy. Ten "szczeniaczek", wielki i czarny, znakomicie się zachowuje. Pilnuje porządku w naszym stadzie. Zagania Rekina do kojca, nie pozwala mu na wyjadanie z misek innych psiaków. Reaguje ostro i zdecydowanie, przywołując do poszanowania cudzego żarcia Rekina, który jest wielki głodomorem, kiedy dobrze się czuje. Pokochałem te psiaki i polubiłem wszystkie nasze koty. Codzienne im  na powitanie powtarzam im: Kocham Waszą .... i Was. Wszystkie razem i każdego  z was z osobna.
           Otóż, gdy przed psimi nosami Rekina i Pyśki zatrzasnąłem furtkę, ograniczając im wejście na podwórko,  spotkałem się dzisiaj z dwiema różnymi reakcjami naszych czworonożnych pupili. Rekin zrazu pomaszerował wzdłuż płotu w kierunku tylnej bramy, a po chwili za nim Pyśka. Jednak fetniak dał się namówić i pozwolił przywołać z powrotem, więc  po zamknięciu Barona Borysa i Lady Elzy w kojcu mogłem go spokojnie wpuścić na podwórze.
              Wymieniłem wszystkim naszym psiakom wodę w pojemnikach do picia i zacząłem sprzątać podwórze z psich i kurzych odchodów. To mój codzienny obowiązek i zarazem okazja do refleksji natury egzystencjalnej. Lubię to codzienne zajęcie. Nadaje ono nowy sens mojemu życiu, bo dzięki niemu przypominam sobie, że należy twardo stąpać po naszej polskiej ziemi. Przywraca mi to duchową równowagę.
             Gdy skończyłem sprzątanie podwórka, zacząłem szukać Pyśki. Kątem oka widziałem, jak wchodzi na wysoki jak dom kopiec za płotem obok stodoły. Pewnie znowu na jej wyjątkowym futerku będzie wiele rzepów. Otóż, Pyśka usiadła sobie za płotem, dość daleko od furtki w pozie nazwanej przez Izunię „Elżbieta Jaworowicz” i nie zamierzała się ruszyć. Tak się na mnie obraziła. Wziąłem smycz, podszedłem do niej i ją wygłaskałem.
            Udobruchana powoli zmierzała wraz ze mną do kojca. Gdy już siedziałem po śniadaniu przy komputerze i na dobre zacząłem pracować naukowo i literacko, nagle na podwórku usłyszałem rwetes kur, a w domu okrzyk Izuni:
- Pyśka się urwała!!!
Oczywiście, chciała do domu. Co zrobiła: przegryzła czy zerwała obrożę? To jej tajemnica i pozostających z nią w zmowie okolicznych lisów....
 Pysia, Czaruś i Borys. Dom w Michelinie koło Włocławka .Foto: M.A.G.



Małgosia i jej malowidło. Dom w Michelinie. Foto: M.A.G.
Małgosia i Mirek. Dom w Michelinie-Włocławku. Foto: M.A.G.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz