środa, 21 stycznia 2015

Wielkie zamieszanie i wyciszający spacer wieczorny

Poranna  modlitwa. Po cichu wstaję, bo dom jeszcze śpi. Słychać z obory kukuryku naszego kogucika. Patrzę przez okno: Lady Elza biega jak iskierka i zatrzymuje się, by zrobić kupę. Rekin patrzy na nią ze swojego kojca. Pyśka czuwa przy drzwiach.  Po chwili w polu mojego widzenia pojawia się Borys, w przytulisku nazywano go Baronem i słusznie, bo to szlachetny pies. Powoli wkracza na podwórze. Lady Elza podbiega do niego i prowokuje go do zabawy.
Codzienna wspólna poranna kawa. Małgosia chce, żeby Pyśkę wpuścić do domu. Gdy otworzyłem drzwi wejściowe, od razy pojawiło się w nich pyszczysko Lady Elzy. Nie miałem wyjścia. Wpuściłem i ją, i Pyśkę. Wbiegły na piętro. Chwila radości. Jednak Lady Elza śmierdzi nieprzyjemnie. Na głowie ma ślady kału (o tym dziwnym upodobaniu tej przemiłej suczki jeszcze opowiem…).  Zakładam rękawicę. Przecieram jej sierść wodą z mydłem i papierem toaletowym.
Potem idę jak zwykle na podwórku, by je posprzątać po nocnym bieganiu naszych psów. Ktoś mnie obserwuje zza lekko uchylonej żaluzji dolnego okna. Czuję, że co raz częściej nie jest to spojrzenie życzliwe, ale robię swoje. Potem zakładam psom smycze i wyprowadzam je na codzienny spacer poza gospodarstwo, w którym od pół roku mieszkam. Chyba już niedługo, bo nieprzychylna nam i naszym psiakom atmosfera się zagęszcza. Jednym słowem nad naszymi i naszych psów głowami gromadzą się ciemne chmury. Szukam miejsca, gdzie moglibyśmy się przeprowadzać z naszym psim stadem. Ofert nie brakuje, ale tylko nieliczne spełniają nasze oczekiwania. Na razie cieszę się pięknym widokiem. Nad nami głowami przeleciały cztery łabędzie… Będzie dobrze! – pomyślałem.
Na razie dziękuje Boga za zdrowie i cieszę się porannym zimnym powietrzem. Zwalniam Borysa. Rekin próbuje dotrzymać nam kroku. Dzielny, choć już niemłody, wielki pies. Idziemy polną drogą do poprzecznej miedzy. Psy uwielbiaj te spacery.
Powrót wymaga ode mnie zręczności i szybkości działania. Muszę pierwszego wprowadzić Borysa i zamknąć go w boksie, bo jeśli nie zdąży na podwórku będzie niezła chryja. Borys zaatakuje Rekina i będzie chciał go zapędzić do jego kojca. Zanim ich oddzielę i pozamykam, to będzie ostre obszczekiwanie się i wypady połączone z brutalna walką, ale na szczęście nic sobie te dwa wielkie psy dotychczas nie zrobiły. Żadnych ran. Muszę jak najszybciej albo zamknąć Rekina w jego boksie, albo spróbować wziąć Rekina ponownie wziąć na smycz. Dzisiaj tego wielkiej zamieszania nie udało mi się uniknąć. Jednak hałas i wzajemne obszczekiwanie nie trwały długo.
Wieczorem jest mi łatwej, bo Małgosia pomaga mnie wyprowadzić sprawnie nasze łobuzy i na ogół powrót na podwórko odbywa się po cichu, bez żadnych zgrzytów.
Wieczorny spacer okazał się miły i udany.
  






Drodzy Czytelnicy! Jeśli chcielibyście dobrowolnie wesprzeć nasze psy i koty oraz nasze pisanie o nich oraz pomóc w kontynuacji i rozwoju strony – proszę o wpłaty na podane poniżej konta bankowe:

21 2490 0005 0000 4000 1959 6961  (ALIOR BANK)

lub przekaz pocztowy na podany niżej adres:

Mirosław Antoni Glazik                                                                              
ul. Kościuszki 1a/3
87 820 Kowal
woj. kujawsko-pomorskie

tel. 886 181 987
e-mail: mirglazik@wp.pl

Dla zagranicy – proszę o wpłaty na podane poniżej konta bankowe:

BANK PEKAO SA O. we Włocławku:

15 1240 1981 1978 0010 6264 9062

SWIFT: PKO PPL PW.

Dziękuję za życzliwe wsparcie!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz