wtorek, 20 września 2016

Zew natury i ucieczka Czarusia



Czaruś po ucieczce w kojcu Borysa. 
Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)  
  


Dziwna to była noc. Wstawałem kilka razy jeszcze przed północ Czaruś był na podwórku, żeby się wybiegał po karmieniu.  Tym razem Zoja i Sabina była w swoich boksach w stajence. Biegała Elziczka (owczarek z Majorki). Tuz po północy Czaruś powrócił do mieszkania i zasnął na swoim ulubionym fotelu. Kiedy wcześnie rano się obudziłem, postanowiłem go wypuścić? Już było widno, Jeszcze spaliśmy, ale psy tak się zachowywały jakby jakieś zwierzęta biegały za płotem, Zastanawiałem się czy to koty, które podchodzą pod płot i znaczą nasz teren, czy może inni powróciły dwie psi włóczęgi, które wczoraj stały pod brama sąsiadów z naprzeciwka. Jednak zmęczenie i niedospanie sprawiły, że nie od razu wstałem. Miałem złe przeczucia. Czy przeczucia mogą „przewidzieć” zew natury, który odzywa się w naszych udomowionych zwierzakach? To, co się działo dzisiaj rano z Czarusiem to była odpowiedź na wołanie natury. To, że dużo z nami przebywa, jest hołubiony i chroniony, nie maiło żadnego znaczenia, bo pognał za tymi dwiema włóczęgami jak szalony. Nie reagował na moje przywoływanie. Właściwi to dwa razy do mnie podbiegał, ale nie pozwali się złapać i przez pola pognał w stronę pobliskiego lasu i jeziora. Ja goniłem go najpierw pisz, a potem samochodem. Bez skutku. Ta poranna, naprędce utworzona sfora, zniknęła mi z oczu. Powróciłem do domu. Małgosia szykowała się do pracy.
 Jeśli jest mądrym pieskiem, to jak zgłodnieje, to powróci do siedliska. – pocieszała mnie.
Musiała pojechać do pracy, a ja zabrałem smycz i lornetkę, wsiadłem do samochodu i wyruszyłem na poszukiwanie uciekiniera. Obawiałem się, że znalezienie łobuziaka, który usłyszał gloas natury, nie będzie łatwa. Jakież był mój zaskoczenie, kiedy na środku pobliskiej drogi, którą pół godziny wcześniej przejeżdżałem, zobaczyłem psie sylwetki.
- Żeby tylko tam był Czaruś – pomyślałem z nadzieją.
Po chwili ujrzałem sylwetki trzech niedużych psów. Jest nadzieja… Tak to były one! Czaruś z nimi! Wykonywał charakterystyczne ruchy. No wiecie, o co chodzi. Gdy podjechałem bliżej z naprzeciwka szybko nadjeżdżał samochód. Dałem mu znak światłami, żeby zwolnił. Tak się stało. Nieznajomy odjechał, a ja wysiadłem z auta, żeby schwytać Czarusia. Jednakże udało mu się to dopiero za trzecim razem. Złapałem go, założyłem mu smycz i zabrałem do samochodu. Zadzwoniłem do Małgosi, że już go odnalazłem. Była zaskoczona, że tak szybko. Pamiętacie! Borys odnalazł się dopiero po czterech dniach, to jest wielki, charakterystyczny i rzadko spotykany pies, a nie taki okruszek jak Czaruś.



 Powitania Zojeczki z Czarusiem po ucieczce. 
Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)  

  Czaruś i Borys w jednym boksie.
 Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)

  Czaruś i Borys w pełnej zgodzie.
Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)  

 Czaruś jako skruszone niewiniątko. 
Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)  

Stoicki spokój Pysi.
 Foto: Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz