środa, 3 lutego 2016

Ja Pysia Wam to mówię (opowieść 1)


Panu Markowi Romanowi Zapiecowi (Dyrektorowi Szkoły Podstawowej w Wilkowicach) – z podziękowaniem za inspirację – Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)  


Pysia: W domu jest cisza. Śpię przy łóżku Mojej Pani. Słyszę jej oddech. Pan poszedł na podwórko. Słyszę jak wyciąga wodę ze studni i zamyka Puchole, aby wypuścić… Kogo? O! Właśnie słyszę Zoję, popiskuje radośnie, pewnie się łasi do Pana. No, a teraz… To Elzi. To bardzo miła i przyjazna sunia, ale potrafi mnie zranić. Muszę uważać, kiedy na dworze biegają razem: Elza i Sabina. Sebi to jest dzikuska.

One razem mogą na mnie napaść. Pani raz, Pan dwa razy – uratowali mnie … Gdyby nie oni … Potem zawieźli mnie do Pana Weterynarza. Nie lubię tam jeździć, ale Pani mi powiedziała, że trzeba, bo to dla mojego dobra. Lubię, gdy Pani mówi, że jestem najmądrzejsza i najpiękniejsza. To na razie, bo Pani właśnie wstała i muszę być przy niej.
Po wspólnym wstaniu podeszłam do niej z gracją, żeby mogła mnie pogłaskać. Wiem, że to lubi. Mnie to też nie przeszkadza. Potem podejdę do Pana, bo zerka na mnie z łazienki. Coś tam robi przy brodzie. Powtarza to codziennie. Jak wychodzi z łazienki, to jakoś dziwnie pachnie. Zupełnie inaczej niż wtedy, gdy ma na sobie nasze psie zapachy. Pani widocznie się to podoba, bo powąchawszy Pana, przestaje się zajmować nami.
Potem gdzieś pojechali razem, a mnie zostawili na głowie cały dom i Czarusia w kotłowni. Pani powiedziała na odchodne:
- Pilnuj Pysunia! Pamiętaj! Cały dom na twojej głowie! – mówiąc to, pocałowała mnie w czubek mojej małej głowy.
Tak naprawdę to lubię, jak Pani tak do mnie mówi, ale nie znoszę, jak pani wyjeżdża, bo trochę za nią tęsknię. Wolę już, żeby Pan gdzieś pojechał, a Pani mogłaby zostać ze mną i z resztą naszej psiej zgrai. No trudno!
Kiedy wieczorem Pani i Pan powrócili, wszyscy się cieszyliśmy. Całe podwórko wypełniło nasze radosne szczeknie. I uporczywe przytulanie się. Muszę Wam jednak coś powiedzieć w zaufaniu. Pan gdzieś zostawił swoje włosy, bo na głowie miał ich dużo mniej niż przed wyjazdem. Moja mądra Pani też była ciekawa, co się z nimi stało. Jak Pani przy pomocy Pana nas nakarmiła, to taką słyszałam dziwną rozmowę:
- Miruś! Ładnie jesteś obcięty. U której fryzjerki byłeś? Czy u Eweliny w Choceniu? Czy w Kowalu, no, u tej pani Renaty?
Byłem i tu, i tu. –  tajemniczo odpowiedział Pan i poszedł do stodoły po węgiel. Na razie nie mam pojęcia, gdzie Pan zostawił większość swoich srebrnych włosów. Pani i ja jestem zgodne: teraz Pan jest ładniejszy i o wiele młodszy. Dobranoc!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz