poniedziałek, 11 stycznia 2016

Nocne dyżury naszych psów



To była trudna noc. Prawie co noc Pysia budzi mnie mniej więcej o 3:00. Wstaję, ubieram się stosownie do warunków atmosferycznych i najpierw sprawdzam, jakie psy pełnią dyżur. Tej nocy na podwórku czuwały trzy: Borys, Pompon i Pusia. Dog i dwa owczarki górskie. Zamknąłem „owieczki”, a wypuściłem po spacerze z Pysią, Zoję i Elzę.
Po godzinie Czaruś chciał również wyjść na dwór. Jemu to żaden pies nie podskoczy, więc mogę go wpuszczać w każdy układ dyżurujących czy po prostu bawiących się w siedlisku psów. Jednak, gdy uchyliłem nieco już zmęczony i zaspany drzwi, momentalnie Zoja i Elza wtargnęły do przedpokoju, a ja - na nieszczęście - trzymałem w ręku dużą latarkę z małą prądnicą. Zaczął się kocioł. Zoja i Elza rzuciły się na siebie. Było ostro i niebezpiecznie. Momentalnie zareagowałem i opanowałem sytuację, rozdzielając je, ryzykowałem, że mnie zranią. Nic takiego się nie stało. Jednak Zoja, to wielka w tej chwili wilczyca, bo nabrała masy ciała, jak to się mówi, kiedy wspięła się w tej ciasnej przestrzeni, żeby Elziczkę zaatakować, ale ta nie była jej dłużna, bo to wojowniczka, uderzyłem ręką o framugę drzwi tak nierortunnie, że zostały przygniecione dwa palce mojej lewej ręki. Ucierpiały paznokcie, pod nim pojawiła się krew i palce mi spuchły. Okropnie bolały przez dwie godziny. 
Moja ulubienica labradorka Elza jest silna jak koń. To ona mnie w Michelinie tak pociągnęła, że spadłem ze schodów. To, że nie został uszkodzony mój kręgosłup, naprawdę zakrawa na cud. Ten nocny dyżur mógł się nad ranem skończyć dla mnie bardzo źle. Na szczęście psy się nie pokaleczyły. Wniosek: psy są zwierzętami, które potrafią być niebezpieczne także dla siebie. Nie wiadomo, dlaczego nagle mogą siebie nawzajem zaatakować, a przy okazji i przewodnik stada może ucierpieć. Trzeba być czujnym i roztropnym.

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne pieski, a zostały zabrane jako samotne zabiedzone. chudzinki. Pozdrawiam Ciebie i Małgosie!

    OdpowiedzUsuń