sobota, 30 stycznia 2016

Ksiądz Stanisław Suchowolec i jego dobermanka Nika


Ksiądz Stanisław Suchowolec (ur. 13 V 1958 – zm. 30 I 1989) – polski duchowny katolicki i kapelan białostockiej „Solidarności”.
Gdy 27 lat temu komunistyczne władze i ówczesna opozycja przygotowywały się do Okrągłego Stołu, w Białymstoku w płomieniach stracił życie kapelan Solidarności ks. Stanisław Suchowolec. Prawdopodobnie zabiła go tajna policja, ale sprawy tej dotychczas nie udało się ostatecznie wyjaśnić. IPN jednak nie odpuszczał i prowadził już kilka śledztw w sprawie śmierci duchownego.

Ksiądz Stanisław Suchowolec (foto)

Był uczniem i przyjacielem księdza Popiełuszki. Na kilka dni przed rozpoczęciem obrad Okrągłego Stołu zginął w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach… Śledztwo nie przyniosło także odpowiedzi na pytanie, kto i dlaczego oblał cuchnącą substancją ubranie księdza (w tym sutannę) oraz krzyż znajdujący się w mieszkaniu. Nie ustalono nawet składu ani nazwy owej substancji. Niewyjaśnioną tajemnicą pozostaje zachowanie dobermana. Nikę znaleziono martwą. To rasa charakteryzująca się czujnością, odwagą, inteligencją, wrodzoną ciętością i doskonałym węchem. Jak to możliwe, że młody, czujny i w pełni sił doberman nie objął właściwym mu zwierzęcym instynktem zagrożenia pożarowego w niewielkim mieszkaniu?
Ogień, jak wiadomo, należy do szczególnych bodźców wywołujących instynktowne reakcje właściwe każdemu zwierzęciu, nie tylko psom. Tym bardziej zastanawiające jest, że w miejscu znalezienia ciała księdza miał miejsce postępujący z każdą chwilą wzrost temperatury, sięgający nawet kilkuset stopni Celsjusza.
Ksiądz Stanisław Suchowolec (foto kolor)

Ksiądz Stanisław Suchowolec urodził się 13 maja 1958 roku w Białymstoku. Jedynak. Z domu rodzinnego wyniósł głęboką wiarę i patriotyzm. Ojciec – Marian Suchowolec, ranny we wrześniu 1939 roku, żołnierz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Matka – Bronisława, w wieku 15 lat wywieziona na roboty przymusowe do Niemiec. Staszek był bardzo oczytany, zwłaszcza w literaturze historycznej. jak wspomina Anna Radziwon, koleżanka szkolna z podstawówki, w siódmej czy ósmej klasie potrafił na lekcji historii głośno zapytać: „A czy będziemy mówić o Katyniu?”. W tamtych latach było to w Białymstoku szokujące, a uczeń gotów takie pytanie postawić musiał być odważny.
30 stycznia 1989 ciało zamordowanego wikarego odnaleziono w jego mieszkaniu na plebanii. Sekcja zwłok wykazała, że zgon nastąpił pomiędzy 2 a 4 w nocy, na skutek zatrucia tlenkiem węgla, spowodowanego pożarem niesprawnego pieca. Prokuratura uznała, że pies księdza również zatruł się czadem. Dochodzenie zakończyło się po kilku miesiącach umorzeniem z powodu braku znamion wskazujących na udział osób trzecich w zainicjowaniu pożaru.
W 1992 rozpoczęto w tej sprawie nowe śledztwo. Gospodyni parafii na Dojlidach zeznała, że w nocy z 29/30 stycznia 1989 widziała na plebanii 3 nieznane osoby: dwóch mężczyzn i kobietę. Słyszała ich przyciszone szepty i rozmowy. Około północy jako ostatnia widziała księdza żywego. Z ekspertyzy przeprowadzonej przez biegłych sądowych wynika, że w drewnianej podłodze wybito dziurę, przez którą od strony piwnicy wlano łatwopalną substancję. Jeden ze strażaków w śledztwie zeznał, że w lewym dolnym rogu szyby okiennej widać było dziurę powstałą wskutek uderzenia ciężkim przedmiotem. Biegli weterynarze, zapoznając się ze zdjęciami z miejsca zbrodni, zauważyli, że z pyska psa ciekła krew. Ich zdaniem oznaczało to, że zwierzę zostało otrute lub zabite w inny sposób. Białostocka prokuratura ogłosiła we wrześniu 1992, że przyczyną pożaru w mieszkaniu, a w konsekwencji powodem śmierci księdza Stanisława Suchowolca, było podpalenie. W sierpniu 1993 roku z powodu nieustalenia sprawców postępowanie umorzono. 30 stycznia 2006 prokuratorzy z lubelskiego Instytutu Pamięci Narodowej oświadczyli, że, ich zdaniem, ponad wszelką wątpliwość ksiądz Stanisław Suchowolec został zamordowany wskutek działania Służby Bezpieczeństwa. Obecnie toczy się kolejne śledztwo w sprawie śmierci księdza.
 Ksiądz Stanisław Suchowolec (foto)
Oto fragment poruszającego artykułu Zbigniewa Branacha:   Było po czwartej rano, kiedy bezpośrednio sąsiadujący z Księdzem Stanisławem, ks. Edward obudził się z bólem głowy. Próba włączenia nocnej lampki nie powiodła się.
Zapalił więc świecę i ruszył na korytarz. Po chwili spotkał tam gospodynię panią Danutę. Oboje czują swąd spalenizny, budzą wikarego i razem podchodzą do drzwi mieszkania ks. Stanisława. Nikt nie odpowiada na pukanie, drzwi są zamknięte. Nie słychać również szczekania psa. Ksiądz Edward podejmuje decyzję – wyważają drzwi. Wchodzą do mieszkania. Tu również nie ma prądu. Latarka daje niedużo światła, ale wystarczy żeby dostrzegli sadzę na meblach i dalej, leżącego na podłodze sypialni Kapłana. Twarz i dłonie leżącego są czarne od sadzy. Ksiądz nie daje znaków życia. Obok zwłok Kapłana leżał Nika, tresowany doberman, przyjaciel i obrońca. Po chwili nadjeżdża karetka pogotowia, wezwana wcześniej. Lekarz potwierdza zgon. Tak oto dopełnił swego żywota na ziemi kapelan białostockiej „Solidarności”, ostatnia ofiara systemu socjalistycznej Polski, niezłomny kapłan ks. Stanisław Suchowolec. Dziś właśnie mijają 23 lata od tamtej nocy. Mamy już inną, niby – wolną Polskę, ale tajemnica mordu na Księdzu Suchowolcu dalej zostaje nieodkryta. W sypialni ks. Stanisława Suchowolca jakaś nieznana ręka rozlała substancję nieznaną polskiej kryminologii, co spowodowało, że wytworzyła się tam temperatura ponad 300 stopni i nie wybuchł pożar. Taka specjalna substancja do mordowania ludzi, osobliwie księży. Pojawia się pytanie – kto w 1989 r. mógł mieć dostęp do takiej substancji?
Kolejne prokuratury, kolejni prokuratorzy. W trakcie śledztwa minister spraw wewnętrznych nie pozwolił ujawnić agentury. Skutkowało to brakiem możliwości skonfrontowania zeznań tajnych współpracowników z otoczenia księdza z zeznaniami przesłuchanych funkcjonariuszy bezpieki. Kolejne zaskarżenia, odwołania, wreszcie odpowiedź – akta dotyczące ks. Suchowolca zostały zniszczone w 1989 roku. Na dzień dzisiejszy sprawę bada IPN.
W ten rocznicowy dzień pomódlmy się do Dobrego Boga, aby prawda i tym razem zwyciężyła i Polska odrodziła się na nowo, bez kłamstw osłaniających zbrodnie i zbrodniarzy, którzy mordując Niezłomnych Kapłanów mieli nadzieję na śmierć narodowego sumienia. Ty, który czytasz ten tekst, jesteś dowodem na to, że nadzieje morderców się nie ziściły!
Fragment tekstu na podstawie artykułu Zbigniewa Branacha  "Nasz Dziennik", nr 41 (2754) 17-18 lutego 2007 r.
Zabójstwo czy przypadkowa śmierć? Jeszcze po północy księdza Stanisława Suchowola widziano na spacerze z psem. Nad ranem 30 stycznia 1989 r. znaleziono jego ciało. Ustalono, że zmarł od zatrucia tlenkiem węgla. Był orędownikiem "Solidarności", odprawiał msze w intencji ojczyzny. Czy bał się śmierci? Chyba tak. Dla obrony, kupił sobie psa. Nie przypuszczał pewnie, że zwierzę stanie się jedynym świadkiem jego śmierci. "Ks. Suchowolec mógł nie umrzeć przypadkiem" – pisze w 1990 r. "Wprost" w reportażu "Sobowtór Jerzego Popiełuszki".


Czy ktoś z Państwa ma możliwość zdobycia zdęcia lub informacji o zdjęciach księdza Stanisława Suchowolca z jego psem dobermanem Niką?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz