środa, 27 stycznia 2016

Poranne obowiązki i wczorajsze rozmowy o psach i blogowaniu



Wstałem po szóstej. Amelka i Małgosia jeszcze śpią, bo mają ferie, ale pisarz nigdy nie ma wolnego i musi mieć zawsze czas. Poszedłem do kotłowni dołożyć do pieca. Ogień jeszcze nie zagasł, bo tliły się resztki węgla drzewnego w popiele. Dołożyłem drewna, makulatury i węgla, a przedtem nieco oczyściłem piec z popiołu, nie wygaszając go.
Sunia Sabina czuwała na podwórku, ale była w swoim apartamencie. Wyszła, a ja dałem jej przysmak i powróciła na jej salony. Muszę wypuści Pysię, Elzę i Czarusia. Posprzątałem podwórko, a w tym czasie, gdy to robiłem, przyglądał mi się ze swojego gołębnika Pocztuś!
Nastała odwilż. Sprzątam po pieskach codziennie, dzisiaj chodzę w błocie i stąpam po płatach jeszcze niestopionego do końca lodu. Nalewam wody ze studni do kilku naczyń. Gdy tak chodziłem po gospodarsku, naraz usłyszałem piękny dźwięk motocykla, jadącego drogą od strony wiejskiego sklepu. To nowy dźwięk! Kiedyś marzyłem o motorze, oczywiście, nie o takim wspaniałym, jaki ma Romek Deskiewicz!
Tak łażąc po dworze, przypomniałem sobie wczorajsze rozmowy, o których nie napisałem, a może warto.
Pamiętacie, jak wczoraj po południu wróciliśmy do Wilkowiska i Małgosia pojechała do Włocławka, a ja zajmowałem się naszym psami, kurami i gołębiem Pocztusiem, nagle psy dyżurujące akurat na podwórku, czyli Borys, Elza, Zoja i Czaruś podniosły alarm i skupiły się przy furtce. Domyśliłem się, że musiał podjechać pod bramę wjazdowa jakiś samochód, a ja nic nie usłyszałem. Wyszedłem, rzeczywiście tak było. To niedawno poznany Pan z okolic Wilkowiska z Żoną. Wracali z targu i wstąpili, żeby zobaczyć Czarusia. Jednak dla ich dwóch suń okazał się za dużym samcem. Pan zapytał X mnie, czy nie chciałbym stada gołębi? Czy nie wydalibyśmy lub nie sprzedali, któregoś z psów? Odpowiedziałem, że nie. Nie oddamy, ani nie sprzedamy żadnego, bo się z nimi zżyliśmy. W furgonetce miał dwa prześliczne szczeniaki: owczarki górskie. Małgosi by się też bardzo spodobały, gdyby je zobaczyła.
Wczoraj wieczorem jedliśmy w kuchni kolację. Amelka coś malowała pastelami. Gdy nam pokazała pierwszy rysunek pt. „ Piesek na łące”, byliśmy zachwyceni. Zapytałem wtedy Amelkę, czy mogę go dzisiaj umieścić na blogu Gawęda jak nasze psy i koty. Odpowiedziała, że tak, po czym dodała:
- A Mama i Tata rzadko czytają bloga.
- A dlaczego? – zapytała Małgosia.
- Mówią, że jest głupi, ale ja tak nie uważam.
- Kto tak mówi: Mama czy Tata? – dopytywała Małgosia.
- Oboje! Ja tak nie uważam – powtórzyła ośmioletnia Amelka.
Hmm. Spojrzeliśmy na siebie i się roześmialiśmy. 
 Amelia Prokopiak. Portret cioci Małgosi. Pastele 27 I 2016
                
Pani Ania (Mama Małgosi) ma pretensje do mnie, powołując się też na opinie niektórych swoich sąsiadów, że podaję numer konta bankowego z prośba o wpłaty („Drodzy Czytelnicy! Jeśli chcielibyście dobrowolnie wesprzeć nasze psy i koty oraz nasze pisanie o nich …”). Odpowiadam, że godzien pracownik zapłaty. Od 1 stycznia 2016 roku piszę te spoty regularnie, codziennie i to już jest praca, której celem jest dobra jakość wytworu („Dobre jakościowo, unikalne, wartościowe, użyteczne treści powinny być Twoim celem. Tu jakość jest ważniejsza od ilości. Niemniej nie zapominaj, że blog nieaktualizowany obumiera. Google kocha blogi, właśnie dlatego, że są regularnie aktualizowane. (…)  Blogowanie zabiera dużo czasu. Prawda jest taka, że tylko nielicznym blogerom udaje się przebić.” – Beata Redzimska. Blogowanie, jak pisać bloga, porady blogowe. 5 marca 2015), a nawet staje się to stylem życia.


 Amelia Prokopiak. Portret Małgosi i Mirka. Pastele. 27 I 2016

Drodzy Czytelnicy! Jeśli chcielibyście wesprzeć nasze psy i koty oraz nasze pisanie o nich oraz pomóc 
w kontynuacji i rozwoju strony – proszę o wpłaty na podane poniżej konta bankowe:
21 2490 0005 0000 4000 1959 6961  (ALIOR BANK)

Dziękuję za Wasze życzliwe wsparcie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz