piątek, 8 stycznia 2016

Obowiązki gospodarza i gospodyni a zima


      W nocy wstawałem dwa razy, by wypuścić Pyśkę oraz dokonać zmiany warty dyżurujących w obejściu naszych psów.  Kilka dni temu pojawiły się w Wilkopolsce mrozy, więc pozwalamy większości naszych podopiecznych przebywać w ciepłych pomieszczeniach dłużej niż zazwyczaj.  Zwłaszcza Czekoladowy Czaruś i sunia Pysia większość czasu spędzają w domu. Sabina nie lubi zamkniętych pomieszczeń, ale swój „apartament” w nowym siedlisku zaakceptowała i na ogół bez problemów tam wchodzi, je i odpoczywa.
      Staramy się od pewnego czasu poszczególne psiaki karmić w ich pomieszczeniach. Mają swoje miejsce, a w nich naczynia z wodą do picia i miski na pokarm.
     Powracamy z pracy do domu dzisiaj wspólnie jednym samochodem. Dzień był bardzo pochmurny, Dochodziła 15: 00. Gdy minęliśmy Chodecz, na niebie pojawiła się złota poświata. Gdy byliśmy na krętej na drodze do Wilkowiska, nagle na niebie rozbłysło się słońce. Takie radośnie wielkie złote jakby się do nas uśmiechało na powitanie.

MAŁGOSIA: Słońce rzuciło z zza chmur snopek promieni świetlistych, jakby ktoś pod firmamentem nieba włączył ogromny reflektor. Ledowe światło natury rozjaśniło nasze twarze, wywołując radość z powrotu do siedliska. Tuż za bramą energetycznie poruszały się spiczaste uszy, brązowe ślepia i mokre nosy naszych psów, tak radośnie oczekujące stęsknionych powrotów Pana i Pani. A chmury potwory poruszały się leniwym rytmem w kierunku znanym tylko sobie. Przy drodze stała reymontowska topola, witając nasze powroty. Za każdym razem w ten sam majestatyczny i niewzruszony sposób, ale jakże wdzięczny, jakże swojski. Na obrzeżach Kujaw i Wielkopolski.

      Dojeżdżamy do domu, a tu zza krat bramy i furtki radośnie patrzą ślepia oczekujących na nas trzech dyżurujących psiaków: Borysa, Elzy i Zoji. Wchodzimy na podwórko łaszą się nam do nóg się i zaglądają do toreb. W domu już słuchać szczekanie Pysi i Czarusia.
      Takie niezwykle zwyczajne popołudnie jak to określiła Małgosia, a ja zapamiętałem i zapisałem.



Małgosi powrót z zakupami. Foto:

Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)  
          

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz