piątek, 22 stycznia 2016

Słońce i księżyc na niebie a jastrząb w siedlisku



Przyznaję się. Ostro wczoraj pracowałem w siedlisku. Małgosia rano wyjechała załatwiać swoje i nasze sprawy, a ja zajmowałem się gospodarstwem i pisaniem. Od 8:30 do 14:30 – na przemian pisanie i gospodarowanie. To jest to! 
Wychodziłem na podwórku nakarmić zwierzęta i powymieniać im wodę oraz pobawić się z nimi, a potem kartka i długopis, a raczej stukanie w klawiaturę komputera, przeglądanie fotografii i powstawały nowe notki, wiersze i opowieści. Praca intensywna do bólu pleców i pieczenia oczu, potem wyjście na mróz do piesków, kur i czeredy wróbli radośnie pląsający w stodole i kurniku, bo tam znajdują ziarna pszenicy i okruchy zeschniętego chleba. Praca artystyczna oraz gospodarowanie i czekanie na Jej powrót …
Potem wspólny posiłek i wyjazd do Przedcza po zamówione pożywienie, bo rano dziewczęta ze sklepu w Przedczu zadzwoniły do Małgosi, że mają dla naszych psiaków zamówione skwarki. Żeby zdążyć przed zamknięciem sklepu mięsnego, musieliśmy wyruszyć zaraz po obiedzie. Dojechaliśmy do głównej drogi Chodecz – Przedecz. Podziwialiśmy przepiękny krajobraz pogranicza Kujaw i Wielkopolski. Prosto w oczy świeciło nam wielkie słońce. Było mroźnie i wietrznie. Ślisko tylko nad drogach bocznych. Trzeba było uważać na pojazdy nadjeżdżające z naprzeciwka. W pewnym momencie zobaczyliśmy niebezpiecznie blisko nieoświetloną przyczepę ciągnika. Trzeba było uważać, bo słońce oślepiało...
Poczyniliśmy zakupy i wracamy do Wilkowiska bliższą i krótszą droga, a na dodatek jeszcze bardziej malowniczą.  W Przedczu byliśmy kilkanaście minut, ale to wystarczyło, aby na niebie zamiast wielkiego słońca pojawił się ogromny księżyc. To niesamowicie szybkie przejście jeszcze w ciągu dnia z fazy Słońca w fazę Księżyca.
Gdy wróciliśmy do siedliska, zobaczyłem gołębia Pocztusia, stojącego w otworze wejściowym do kurnika. Zdziwiłem się, ale też ucieszyłem się, bo tam przecież mógł się najeść i napić w dobrym towarzystwie pięknego koguta i sześciu kur. Nagle poderwał się i krótkim,  niewysokim lotem nad podwórkiem przemieścił się do gołębnika. Wtedy zrozumiałem, o co mu chodziło. Na drzewie, za murem, po drugiej stronie podwórka, naprzeciwko gołębnika siedział jastrząb, który zaskrzeczał, momentalnie opuścił gałąź i przeleciał koło gołębnika w kierunku łąk. O rany! Pocztuś był w niebezpieczeństwie! 
Opowiedziałem o tym Małgosi, który w tym czasie już przygotowywała karmę dla naszych psiaków. Ten gołąb nie ocalał przypadkiem jako jedyny z licznego, jeszcze przed naszym przybyciem, stada. Jest mądry i sprytny. Jastrząb czatował na niego, a on sobie siedział w kurniku, a jak nas zobaczył uznał, że trzeba wrócić do gołębnika. Gdybym w tym czasie nie wszedł na podwórku, to pewnie nastąpiłby atak jastrzębia na gołębia. Trochę popsułem polowanie temu drapieżnikowi. No i dobrze!
Słońce i księżyc na niebie a jastrząb w siedlisku ….



4 komentarze:

  1. Panie Mirosławie, czytam Pana bloga od samego początku i zauważyłem, że brakuje jednej kury w inwentarzu (było 7 a jest 6). Czyżby to nie była pierwsza wizyta jastrzębia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę Pana, na razie ilość kur nie zmieniła się. Poszedłem do kurnika i przeliczyłem. Jest sześć kur i kogut. Dziękuję za uważne czytanie bloga i to od początku. Zaraz przejrzę notki I TO SKORYGUJĘ. Pozdrawiam serdecznie Mirosław Antoni Glazik (M.A.G.)

      Usuń
  2. Miło się czyta pańskie notki! My też mamy kury i u nas czasem gołębie, a czasem papugi siedzą na płocie przy kurniku i czekają aż sypniemy kurom ziarna! Na szczęście jedynym drapieżnikiem w pobliżu jest nasz kot Czarek, dla którego polowanie jest za dużym wysiłkiem, bo on wie, że co wieczór też dostanie pełną miskę karmy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te miłe słowa.Mnie też się bardzo podoba Pani blog. Od pierwszej lektury. To się bardzo dobrze czyta i miło jest dostrzec ważne też dla mnie wartości i nastroje...

      Usuń